Szukaj:Słowo(a): praca torun posrednictwo pracy
bede wraz z qmplem brac udzial w pewnej konferencji naukowej w Toruniu... i nasza prezentacja bedzie dotyczy tematowego OHP. trzeba jeszcze przeprowadzic badanie, ale narazie zbieramy info.

to taka budzetowa narosl, ktora skupia przede wszystkim (ale nie tylko) trudna młodzież, z patologicznych rodzin, często niedostosowana społecznie - takich co wylecieli ze szkoly, takich co sa mlodzi i bezrobotni bo maja kiepskie kwalifikacje, ew . studentow chcacych dorobic.

glowne cele:
1. Wychowanie przez pracę
2. Pomoc zagrożonym wykluczeniem i marginalizacją
3. Pośrednictwo pracy
4. Przyuczanie do zawodowu/doksztalcanie poprzez kursy i szkolenia

dla leniwych 2 filmiki do zassania z ich stronki:
http://www.ohp.pl/?id=1755&id_menu_r=95

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ochotnicze_Hufce_Pracy

ktos mial moze kontakt z ta szlachetna instytucja? ma jakies informacje i chcialby sie nimi podzielic?;)
Skubanie małe i duże

Nieuczciwy pośrednicy znajdują przeróżne metody nabijania klientów w butelkę. Popularna jest tmetoda na doładowanie konta w komórce. Zaczyna się czasem od wysłania do przypadkowej osoby SMS-a z ofertą załatwienia pracy za granicą albo ogłoszenia. Zbigniew Ł., oszust ze Szczecina, oferował pracę przy dojeniu krów w Szwecji. Gdy małżonkowie S. zatelefonowali do niego, zażądał zakupienia karty „Tak Tak” za 100 zł i przesłania mu SMS-em jej numeru, aby „swobodnie mogli omawiać szczegóły wyjazdu”. Gdy to zrobili, więcej się nie odezwał.
Szkołą przetrwania dla wielu Polaków stała się farma Hartmuta F. z Wersterstede (w pobliżu Bremy). Małżonkowie M. pracowali u niego kilka sezonów, mieli zezwolenie na pracę. Niestety, byli naiwni, dokumenty podpisywali in blanco. Gdy sprawdzili swoje konto w miejscowym wydziale podatkowym i AOK (niemiecka kasa chorych), okazało się, że nie figurują w rejestrach, że przez lata w gruncie rzeczy pracowali na czarno. Państwo M. nie są wyjątkiem. Jak twierdzą, o tych praktykach wiedzą miejscowe władze, ale właściciel ma układy w policji i Arbeitsamcie.

Sylwia P. znalazła w Internecie ofertę pracy w belgijskiej stadninie koni - 5,60 euro, 50 godzin pracy tygodniowo, noclegi i obiady gratis. Pośrednik Roman Kukuła z Torunia żądał za usługę 260 zł na konto Eurobanku. Kobieta była ostrożna, postanowiła go sprawdzić. Okazało się, że taki ktoś, owszem, mieszka w Toruniu, ale nigdy nie zajmował się pośrednictwem pracy, zgubił dokumenty i ktoś się pod niego podszył. Sprawa znajdzie finał w sądzie. - W tej fazie postępowania nie udzielamy informacji - powiedziała nam Ewa Janczur, zastępca prokuratora rejonowego w Toruniu.

Przykłady tych i wielu innych oszustw zamieścił na swoich łamach dwutygodnik „Praca i nauka za granicą”. - Nie jesteśmy w stanie sprawdzić wiarygodności wszystkich ogłoszeń - mówi Anna Drozdowska, sekretarz redakcji. - Uczulamy jednak czytelników, na co powinni zwracać uwagę. Publikujemy cykl „Oszukany, oszukana”, który umożliwia ostrzeżenie innych. Niestety, mamy też przykłady nieuczciwych pośredników, mających certyfikat ministerstwa pracy, ale nazw firm publikować nie możemy, aż nie zapadnie wyrok, a sądy mielą powoli.
Hej!
Znacie jakieś dobre biuro Pośrednictwa Pracy za granicą w Bydgoszczy lub Toruniu?
Interesuje mnie praca w Holandii...
Proszę o Adres i Numer Telefonu
Lub Adres www )
Pozdrawiam i Dziękuję z Góry ;**
Do toruńskiej prokuratury zaczynają zgłaszać się ludzie, którzy pracowali we włoskich obozowiskach przypominających obozy koncentracyjne – informuje „Gazeta Pomorska”.

Polacy pracujący we Włoszech przy zbiorze pomidorów egzystowali w tragicznych warunkach. Mieszkali w barakach bez okien, światła i wody. Spali w budynkach pozbawionych toalet. Nie mogli wychodzić na zewnątrz, bowiem pilnowali ich uzbrojeni bandyci - Polacy ze Śląska. Ci, którym udało się uciec opowiadali, że potrzeby fizjologiczne załatwiali na podłogę w osobnym pomieszczeniu. Kilka dni temu obóz pracy zlikwidowali włoscy karabinierzy. Było w nim 90 naszych rodaków i 15 Słowaków.

Niektórzy po 5 miesiącach pracy zarobili 50 Euro za 11 godzin ciężkiej pracy. Choć jak wcześniej im obiecywano, mieli zarabiać nawet po 60 Euro dziennie. Jeśli ktoś zgłaszał jakieś skargi był zastraszany, a czasami nawet kończyło się to pobiciem.

Rekrutacja ludzi zawsze wyglądała tak samo. W prasie ukazywały się ogłoszenia o atrakcyjnej pracy na Zachodzie. Organizowali ją ludzie z Torunia, Ełku, Krakowa, Olsztyna czy Gdańska. Torunianka Grażyna S. prowadziła werbunek od kilku lat i świetnie z tego żyła. Kasowała od ludzi po 700 złotych. Podczas wstępnych rozmów była miła i sprawiała wrażenie wiarygodnej. Opowiadała o warunkach pracy, zapewniała, że za jej pośrednictwem wyjechało kilkaset osób i wszyscy są zadowoleni. Wczoraj policja zatrzymała Grażynę S. Dzisiaj prokuratura i sąd zdecydują o jej dalszych losach.

Ci, którzy wcześniej wyjechali z Włoch, w prokuraturze opowiadają o tym co ich spotkało, kontaktują się również z mediami. Milczą natomiast Polacy z rozbitego przez karabinierów obozu w Foggia. Konsul RP w Rzymie Janusz Ostrowski powiedział wczoraj, że tylko trzech Polaków z ponad 70, którzy nielegalnie pracowali i mieszkali w straszliwych warunkach w Orta Nova koło Foggi, zdecydowało się złożyć przed włoską gwardią finansową zeznania. Opowiadali o ludziach, którzy "zorganizowali" im pracę i aktach przemocy. Nasi rodacy boją się, bo wiedzą, że organizatorzy tego handlu niewolnikami mają w Polsce wspólników i znają dane wszystkich pracowników. A bez tych zeznań trudno będzie udowodnić cały proceder.

Z informacji od uwolnionych Polaków wynika, że w tej okolicy jest jeszcze kilkanaście takich obozów.
http://www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPu...

Przed nami pierwsza wojna kolejowa?

Małgorzata Oberlan, Piątek, 10 Sierpnia 2007

Wczoraj marszałek z pompą podpisał umowę z prywatną koleją PCC Rail/
Arriva, które od grudnia ma nas wozić na części tras województwa. Już
teraz jednak wiadomo, że konkurenci krzyżują miecze.

- Uruchomiliśmy wszelkie możliwe kanały, by pozyskać pracowników
kolei. Potrzebujemy ich 200 - nie kryje Mieczysław Olender, prezes PCC
Rail SA. - Ogłoszenia, media, rozmowy ze związkowcami. Użyjemy
wszelkich metod. Wiem, że klimat jest nieprzychylny dla opuszczanie
szeregów PKP. Liczymy się z krytyką naszych działań.

Kluczowym problemem jest pozyskanie maszynistów. Z doświadczeniem,
które w Polsce nabyć można jedynie w PKP. Stąd konieczność
,,podkupienia" kadry. - Potrzebujemy 100 maszynistów. Za przejście z
PKP do nas proponujemy 5 do 5,5 tysięcy złotych brutto plus pakiet
socjalny - kusi Piotr Rybotycki, dyrektor ds. rozwoju i techniki PCC
Rail SA. - Podkreślam, że to oferta dla doświadczonego maszynisty, z
uprawnieniami do kierowania szynobusem, którego nie będziemy musieli
przeszkalać. Takiego, który po prostu ,,się przesiądzie".

Kolejarze wiedzą, że to atrakcyjna stawka. Maszynista w PKP zarabia
mniej, niecałe 3 tysiące zł ,,na rękę". Problem w tym, że pracę mają
stałą. A prywatne konsorcjum polsko-brytyjskie wygrało przetarg i
podpisało umowę na 3 lata. Od grudnia br. do 2010 będzie nas wozić po
tzw. trasach niezelektryfikowanych regionu, korzystając z 13
szynobusów, będących własnością samorządu. - A co potem, po tych 3
latach? Przejście z PKP do konkurencji to ruch bez powrotu - mówią
kolejarze. - A jak firma da ciała w pierwsze pół roku?

Dylemat mają nie tylko maszyniści. - W sumie zatrudnić chcemy 200
osób. Poszukujemy także kierowników pociągów. Oni też zarobią u nas
więcej, niż w PKP, blisko 3 tysiące ,,na rękę" - mówi Aneta Bajak z PCC
Rail Jaworzno. - Ta umowa z samorządem opiewa na 3 lata. My chcemy tu
pozostać dłużej. Mamy potężnego partnera z tradycjami, bo tak określić
trzeba brytyjską Arrivę, która myśli o zdobywaniu polskiego rynku.

Medialne kuszenie kolejarzy na całego ruszyć ma tuż-tuż. Dotychczasowe
wyniki rekrutacji prowadzonej standardowymi drogami (ogłoszenia,
pośrednictwo pracy) są średnie. Udało się podkupić 17 maszynistów. W
Toruniu właśnie otwarto biuro PCC Rail/Arriva, przy siedzibie banku
Millenium.

Kadry to nie koniec problemów prywatnego przewoźnika. PKP ma
praktycznie wszystko: tory, tabor, dworce, kasy biletowe, zaplecze
techniczne. PCC Rail/Arriva ma kontrakt na 3 lata, pieniądze i do
dyspozycji 13 samorządowych szynobusów.

- Wiemy, że to za mało - mówi dyrektor Rybotycki. - W planach mamy
zakup 2 nowych oraz własne, używane już w krajach zachodniej Europy,
które czekają na zatwierdzenie w Polsce.

Dodajmy, że składy konsorcjum czekają na homologację przez Urząd
Transportu Kolejowego od miesięcy. Rozmowy o wspólnych biletach z PKP
są w toku.

- Szanujemy naszego konkurenta - podkreśla Łukasz Kurpiewski, rzecznik
PKP SA.

Po przegranym przetargu na wożenie po województwie Andrzej Wach,
prezes PKP SA, odsunął Mieczysława Cichosza, szefa PKP PR w
Bydgoszczy, od kierowania zakładem.

Przed nami pierwsza wojna kolejowa?

Wczoraj marszałek z pompą podpisał umowę z prywatną koleją PCC Rail/Arriva, które od grudnia ma nas wozić na części tras województwa. Już teraz jednak wiadomo, że konkurenci krzyżują miecze.

- Uruchomiliśmy wszelkie możliwe kanały, by pozyskać pracowników kolei. Potrzebujemy ich 200 - nie kryje Mieczysław Olender, prezes PCC Rail SA. - Ogłoszenia, media, rozmowy ze związkowcami. Użyjemy wszelkich metod. Wiem, że klimat jest nieprzychylny dla opuszczanie szeregów PKP. Liczymy się z krytyką naszych działań.

Kluczowym problemem jest pozyskanie maszynistów. Z doświadczeniem, które w Polsce nabyć można jedynie w PKP. Stąd konieczność „podkupienia” kadry. - Potrzebujemy 100 maszynistów. Za przejście z PKP do nas proponujemy 5 do 5,5 tysięcy złotych brutto plus pakiet socjalny - kusi Piotr Rybotycki, dyrektor ds. rozwoju i techniki PCC Rail SA. - Podkreślam, że to oferta dla doświadczonego maszynisty, z uprawnieniami do kierowania szynobusem, którego nie będziemy musieli przeszkalać. Takiego, który po prostu „się przesiądzie”.

Kolejarze wiedzą, że to atrakcyjna stawka. Maszynista w PKP zarabia mniej, niecałe 3 tysiące zł „na rękę”. Problem w tym, że pracę mają stałą. A prywatne konsorcjum polsko-brytyjskie wygrało przetarg i podpisało umowę na 3 lata. Od grudnia br. do 2010 będzie nas wozić po tzw. trasach niezelektryfikowanych regionu, korzystając z 13 szynobusów, będących własnością samorządu. - A co potem, po tych 3 latach? Przejście z PKP do konkurencji to ruch bez powrotu - mówią kolejarze. - A jak firma da ciała w pierwsze pół roku?

Dylemat mają nie tylko maszyniści. - W sumie zatrudnić chcemy 200 osób. Poszukujemy także kierowników pociągów. Oni też zarobią u nas więcej, niż w PKP, blisko 3 tysiące „na rękę” - mówi Aneta Bajak z PCC Rail Jaworzno. - Ta umowa z samorządem opiewa na 3 lata. My chcemy tu pozostać dłużej. Mamy potężnego partnera z tradycjami, bo tak określić trzeba brytyjską Arrivę, która myśli o zdobywaniu polskiego rynku.

Medialne kuszenie kolejarzy na całego ruszyć ma tuż-tuż. Dotychczasowe wyniki rekrutacji prowadzonej standardowymi drogami (ogłoszenia, pośrednictwo pracy) są średnie. Udało się podkupić 17 maszynistów. W Toruniu właśnie otwarto biuro PCC Rail/Arriva, przy siedzibie banku Millenium.

Kadry to nie koniec problemów prywatnego przewoźnika. PKP ma praktycznie wszystko: tory, tabor, dworce, kasy biletowe, zaplecze techniczne. PCC Rail/Arriva ma kontrakt na 3 lata, pieniądze i do dyspozycji 13 samorządowych szynobusów.

- Wiemy, że to za mało - mówi dyrektor Rybotycki. - W planach mamy zakup 2 nowych oraz własne, używane już w krajach zachodniej Europy, które czekają na zatwierdzenie w Polsce.

Dodajmy, że składy konsorcjum czekają na homologację przez Urząd Transportu Kolejowego od miesięcy. Rozmowy o wspólnych biletach z PKP są w toku.

- Szanujemy naszego konkurenta - podkreśla Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP SA.

Po przegranym przetargu na wożenie po województwie Andrzej Wach, prezes PKP SA, odsunął Mieczysława Cichosza, szefa PKP PR w Bydgoszczy, od kierowania zakładem.

źródło: nowosci.com
"Świąteczne pożyczki w domu klienta" - ten wiele obiecujący anons był zachętą, na którą mieszkający pod Toruniem Janusz F. kusił swoje ofiary. Wystarczyło tylko zadzwonić pod podany numer telefonu. Z oferty postanowił skorzystać m.in. 50-letni mieszkaniec ul. Granicznej w Toruniu. Oszust umówił się z nim w jego mieszkaniu we środę. Na miejscu podał się za przedstawiciela bydgoskiego oddziału jednego z banków i przystąpił do załatwiania formalności. Po kilku minutach umowa na 2-tysięczny kredyt była gotowa. Jednak zamiast pieniędzy F. wręczył mężczyźnie karteczkę z numerem telefonu do rzekomego banku, który gotówkę miał nadesłać pocztą. Nie omieszkał natomiast skasować 40 zł prowizji. 50-latek przekonał się, że został oszukany, gdy po wyjściu Janusza F. zamiast do banku dodzwonił się do prywatnego mieszkania w Bydgoszczy. Wówczas powziął przemyślny plan zemsty na oszuście: namówił kolegę z pracy, aby pod pozorem pożyczki, zwabił go do swojego mieszkania. 24-latek oczywiście stawił się na wezwanie, ale na miejscu czekał już na niego oszukany mężczyzna z ul. Granicznej. Janusz F. natychmiast oddał mu pieniądze, ale mimo błagań, mężczyźni równie szybko wezwali policję, która ustala, ile osób zostało oszukanych.

Policjanci z łódzkiej komendy miejskiej zatrzymali 29-letniego Roberta W., łodzianina podejrzanego o wyłudzanie pieniędzy pod pozorem załatwienia pracy w Niemczech. Oszust prowadził fikcyjną firmę pośrednictwa pracy i ogłaszał się w łódzkiej prasie oferując atrakcyjną pracę na Zachodzie. Na podany w ogłoszeniach telefon komórkowy dzwoniły setki chętnych do pracy "przy robotach wykończeniowych". W. umawiał się z nimi w różnych miejscach, najczęściej w łódzkich urzędach.
- Podczas spotkania przedstawiał sfałszowane dokumenty swojej firmy oraz dokumenty w języku obcym, które klient musiał wypełnić. Ludzie nawet nie wiedzieli, co czytają, po prostu wpisywali w wolne miejsca swoje dane - informuje Barbara Skowronek z Komendy Miejskiej Policji.
Gdy chętny na pracę wyrażał zgodę, oszust pobierał zaliczkę na poczet załatwienia formalności urzędowych w wysokości od 300 do 1000 zł.
A potem znikał i zmieniał numer telefonu komórkowego.
W ten sposób w ciągu niecałych dwóch miesięcy oszukał co najmniej 26 osób, które straciły łącznie 13 tys. zł. Zdarzało się, że niektórzy pożyczali oszustowi pieniądze na rozwój firmy. Jeden z klientów stracił w ten sposób prawie 4 tys. zł.
Zatrzymany został przesłuchany, grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności. Mimo że oszusta poszukiwała listami gończymi prokuratura z Łodzi, Warszawy i Zakopanego, bałucka prokuratura nie wystąpiła do sądu o areszt. Robert W. jest pod policyjnym dozorem.

75-letni szczecinianin przekazał nieznanemu mężczyźnie 91.900 zł, bo myślał, że ten jest znajomym jego wnuczka.
- Już w czwartek młody mężczyzna zadzwonił do domu poszkodowanego i przedstawił się jako jego wnuk - opowiada kom. Artur Marciniak z Komendy Miejskiej Policji. - Zmieniony głos tłumaczył przeziębieniem. Potem zapytał o pieniądze.
Okazało się, że starszy pan ma na koncie większą sumę, ale chce ją ulokować w innym banku, gdyż jest niezadowolony ze zbyt niskiego oprocentowania. Wtedy oszust zaoferował usługi swojego znajomego.
- Poszkodowany spotkał się ze znajomym "wnuczka" dwukrotnie: w piątek przekazał mu 22 tys. zł, w poniedziałek 69.900 zł - mówi kom. Marciniak.
Na podstawie rozmów ze starszym mężczyzną policja sporządziła portret pamięciowy poszukiwanego oszusta. Jest to mężczyzna w wieku ok. 25-30 lat, wzrostu ok. 170 cm, dobrze zbudowany, o śniadej cerze, ubrany schludnie, wzbudzający zaufanie.
Może ktoś z użytkowników tego forum zainteresuje się czymś takim jak krótkofalarstwo. Całą "zabawę" można rozpocząć od prowadzenia nasłuchów na prostym odbiorniku nasłuchowym. :)

Kilka zdań na temat tego hobby.

Krótkofalarstwo, jak również utożsamiane z nim często radioamatorstwo, to ruch powstały na przełomie XIX i XX wieku, któremu podstawy idei dali fizycy Maxwell i Hertz, entuzjaści przekazywania na odległość energii elektromagnetycznej za pomocą fal. Za narodziny radiokomunikacji należy uznać rok 1896 kiedy to Włoch Marconi przesłał po raz pierwszy sygnały radiowe na odległość 2,5 kilometra. Od tego czasu datuje się rozwój tego ruchu. Wszystkich krótkofalowców inspiruje i łączy wspólna idea swobodnego pokonywania odległości w eterze i nawiązywania bezpośrednich kontaktów z innymi ludźmi, bez względu na różnice języka, religii, kultury czy różnice społeczne i polityczne.

CZYM JEST KRÓTKOFALARSTWO?

Krótko mówiąc jest to hobby, sport, a dla niektórych praca. Jedno jest pewne: nic nie daje tyle satysfakcji. Ale zacznijmy od początku.

Żeby zrozumieć istotę krótkofalarstwa wyobraź sobie, że przestrzeń nad nami w każdej sekundzie "przecinana jest" przez tysiące fal elektromagnetycznych o różnej częstotliwości. Jednymi z nich są fale radiowe. Odbijając się od różnych warstw atmosfery, docierają nawet na bardzo dalekie odległości. Część z nich (o odpowiedniej częstoliwości) "należą" do krótkofalowców z całego Świata. Międzynarodowa Unia Telekomunikacyjną (ITU) przeznaczyła części pasm radiowych na użytek krótkofalowców, by umożliwić im uprawianie tego fascynującego hobby.

Istota krótkofalarstwa to osiągnięcie jak największej liczby łączności z krótkofalowcami na całym Świecie za pośrednictwem fal radiowych, z pomocą urządzeń specjalnie do tego typu łączności opracowanych. Krótkofalowcy pracując na przeznaczonych dla nich wycinkach pasm słuchają, czy nie nadaje obecnie inny krótkofalowiec z inneo zakątka kraju lub Świata. Jeśli nie prowadzi on łączności z innym operatorem, można mu się zgłosic i przeprowadzić łączność.

Sama łączność to wymiana raportu o słyszalności (RST - R-(czytelność; w skali do 5) S-(siła sygnału; w skali do 9) T-(ton przy pracy emisją telegraficzną; w sklai do 9), podanie swojego imienia i QTH (np. miasta z którego pracujemy. Dodatkowo można podać informacje o urządzeniach na jakich obecnie pracujemy, o stanie pogody...

KODEKS KRÓTKOFALOWCA:

Ogłoszony przez Paula Segala W9EEA w roku 1928

1. Krótkofalowiec jest dżentelmeński. Nigdy świadomie nie odbiera innym radości z uprawiania wspólnego hobby.

2. Krótkofalowiec jest lojalny. Popiera i wspiera innych krótkofalowców, kluby oraz własną organizację, bo z nimi i dzięki nim może uprawiać wspólne hobby.

3. Krótkofalowiec jest postępowy. Dotrzymuje kroku najlepszym w każdej dziedzinie wiedzy technicznej i operatorskiej. Stawia sobie ambitne cele.

4. Krótkofalowiec jest koleżeński. Zawsze dostosowuje się do możliwości operatorskich korespondenta. Służy życzliwą radą początkującym, chętnie pomaga kolegom w rozwiązywaniu ich problemów. Są to znamiona ducha amatorskiego.

5. Krótkofalowiec jest zrównoważony. Mimo, że krótkofalarstwo jest jego pasją, nigdy nie pozwala aby kolidowało z jego obowiązkami wobec rodziny, pracy, szkoły i społeczności.

6. Krótkofalowiec jest patriotą. Jest zawsze gotowy służyć wiedzą oraz sprzętem krajowi i społeczeństwu.

Znani krótkofalowcy:

Znak Nazwisko Zawód
K1JT - Joe Taylor - fizyk, laureat Nagrody Nobla.
W4CGP- Chet Atkins, - piosenkarz i autor tekstów.
K4ZVZ - Paul W Tibbets - pilot Enola Gay.
W5LFL - Owen Gaririot - astronauta.
N5QWL - Jay Apt - astronauta.
KC5ZTA - Koichi Wakata - astronauta.
9K2CS - Książe Yousuf AL.-Sabah - rodzina królewska Kuwaitu.
CN8MH - Król Hassan II - król Marokka.
EA0JC - Juan Carlos - król Hiszpanii.
FO5GJ - Marlon Brando - aktor.
GB1MIR - Helen Sharman - astronauta.
HS1A - Bhumiphol Adulayadej - król Tailandii.
JY1 - Husain - król Jordanii
JY1NH - Noor - królowa Jordanii.
LU1SM - Carlos Saul Menem - prezydent Argntyny.
UA1LO - Jurii Gagarin - pierwszy kosmonauta.
VU 2RG - Rajiv Ghandi - prezydent Indii.
KC5ZTD - Peggy Whitson - kosmonautka z ISS.
RZ3FU - Sergiej Treszew - kosmonauta z ISS.
RZ3FK - Walerij Korzun - kosmonauta z ISS.
KG6FZX - Denis Tito - miliarder , kosmonauta - turysta.

Niektórzy z wymienionych wyżej krótkofalowców już nie żyją , ale ich znaki zostały na zawsze zapisane w historii krótkofalarstwa.

---
Na stronie Polski CallBook - powszechny spis polskich radioamatorów - po wpisaniu słowa Toruń pokazało się 109 znaków stacji krótkofalarskich z tej miejscowości.
---

Pozdrawiam serdecznie,
Petrobaltic za pośrednictwem francuskiej firmy CGG Veritas prowadzi badania sejsmiczne pod dnem Bałtyku w poszukiwaniu złóż ropy naftowej.

Morska platforma wiertnicza "Petrobaltic". fot. PAP"Petrobaltic, należąca do Grupy Lotos, za pośrednictwem francuskiej firmy CGG Veritas prowadzi dwu- i trójwymiarowe badania sejsmiczne na czterech koncesjach wydobywczych na Bałtyku" - poinformował we wtorek rzecznik Grupy Lotos Marcin Zachowicz.

Dyrektor pionu ds. poszukiwań ropy i gazu w Petrobalticu Leszek Pikulski wyjaśnił, że "sejsmika to jedna z metod badania budowy geologicznej ziemi, która polega na wzbudzaniu fal akustycznych i ich rejestracji za pomocą wysoko wyspecjalizowanych urządzeń". "Znając budowę geologiczną, można wytypować potencjalne obiekty, w których mogą znajdować się węglowodory" - dodał.

Rzecznik Grupy Lotos powiedział, że sejsmiczna eskadra: "CGG Venturer", a także statki pomocnicze -"Maggie M." i "Ramco Energy", wypłynęła na pełne morze 18 grudnia ubiegłego roku. Planowo rejs trwać miał 46 dni, ale dobra organizacja prac oraz sprzyjająca pogoda sprawiły, że badania udało się przeprowadzić znacznie szybciej.

Wyniki badań, po dokładnym przeanalizowaniu oraz interpretacji, będą stanowić podstawę do opracowania projektów prac geologicznych, w których wyznaczone zostaną lokalizacje przyszłych otworów wiertniczych. Zachowicz dodał, że po zakończeniu badań morskich cały pakiet uzyskanych dzięki nim danych będzie przetwarzany w lądowym ośrodku CGG Veritas, znajdującym się w Crawley w Wielkiej Brytanii. "Szacujemy, że obróbka danych 2D może potrwać miesiąc, a sejsmiki 3D nawet trzy miesiące" - wyjaśnił przedstawiciel Petrobalticu na pokładzie "CGG Venturer" Marek Zajączkowski.

Efekty pracy specjalistów z Crawley zostaną przekazane geologom z pionu poszukiwania ropy i gazu Petrobalticu. Tu - przy wykorzystaniu specjalistycznego oprogramowania - wykonana zostanie interpretacja geologiczna.

Pierwsze morskie prace sejsmiczne o charakterze regionalnym na południowym Bałtyku prowadzone były w latach 1975-77, głównie przez Przedsiębiorstwo Geofizyki Morskiej i Lądowej Górnictwa Naftowego Toruń, ze statku pomiarowego "Mikołaj Kopernik". W latach 2001-2002 na zlecenie Petrobalticu na strukturach B5, B28 i B8 wykonane zostało pierwsze na Bałtyku zdjęcie sejsmiczne 3D. Wyniki tych prac dały podstawę do optymalnej lokalizacji kolejnych otworów wiertniczych na złożu B8.

W lutym 2005 r. Grupa Lotos kupiła od Nafty Polskiej 69 procent akcji Petrobalticu. Spółka posiada wyłączną koncesję na poszukiwanie i eksploatację złóż węglowodorów w polskiej strefie ekonomicznej Morza Bałtyckiego. Petrobaltic wydobył po trzech kwartałach ubiegłego roku około 200 tys. ton ropy naftowej. Cały wolumen wydobycia sprzedano Grupie Lotos.

Naiwnosc :)  Sorry ale czy ta 5 to ma korzystac z jednego przylaczanego
kompa na zmiane?



Tak to widze.

 Wszyscy jednoczesnie moga sobie posurfowac az z prodkascia 22,5

kbps (w porywach). Za taka cene przyznasz ze to jest strasznie drogo.



Fakt, gdy wszyscy ciagna wlasnie mp3, ale gdy siedza na irc to juz co innego
(siedzialem kiedys na 2400bps), albo gdy ktos jest w pracy, inny wyjechal na
weekend itp. Tak juz dziala siec, bez wzgledu czy podpieta pod SDI czy 2Mb
lacze.
Czy drogo? Ja chetnie zapisalbym sie do czegos takiego. Uwazam, ze te 35zl
(160/5) miesiecznej oplaty to nie jest drogo. A jak chcesz miec szybciej to
mozesz wziac sdi/2.

Oczywiscie! Chetni sa prawie wszyscy. Tylko po odpowiedzi na pytanie ile
bedzie kosztowac zalozenie, usmiechy znikaja i pojawiaja sie slowa:
"Jeszcze
to przemysle"



No wiesz... jesli sdi to 500zl i 35zl miesiecznie na 5 osob (przesadzilem z
instalka, ale zakladam, ze jakis komp kupicie jako proxy itp) no i nie stac
Was to ja czegos nie rozumiem... Stac na komp za 4000, modem (zew. ok.
300zl) i impulsy, a nie stac na 35 zl?

| Jezu... no to kto ma Ci to zrobic?

Prywatne firmy dzialajace na normalnym rynku.



No wiec czekaj dalej - powodzenia (szczerze).
BTW: w Elblagu Dialog udostepnil juz ryczalt. Tak wiec do wyboru mam taryfy:
160 (sdi), 84 (dialog), 80 (gabo), 71 (cei), 68 (gabo), 0,03zl za impuls
nocny lub 0,07 za dnia (Softel). Do wyboru - do koloru.

| Netia, Dialog, Plus GSM, Era GSM, Idea, malo? Lacz sie z netem przez
Plusa
| np. i wowczas olejesz tpse.

Tzn. kup se komorke i WAP?



Nie, kup kabel i podlacz np. Nokie z wbudowanym modemem do RS232.

Zapewniam cie ze w przyszlosci net bedzie najwiekszym problemem.



Pewnie i w Twoim wojewodztwie sa biura poselskie, firmy gotowe sponsorowac
"najwiekszy problem" itp. Udaj sie tam i ich przekonuj.

A upchaj wszystkich w te sale gimnastyczne! Na SKS chodza ci co chca,
znajdz
lepsze zajecie niesportowej mlodziezy. Moze Internet?



Prosze bardzo - po 3zl w cafe (taniej niz dragi, piwo, wodka, paczka
papierosow itp). Obawiam sie, ze po obnizeniu stawek w cafe (kiedys 10zl) i
wprowadzeniu 0202122 problem narkomanii nie znikl z naszych miast.

| OK - daj net za free.

Nie ma takiej potrzeby, troche taniej wystarczy.



Ponawiam - ile? 0.50zl/h? A moze 1zl/h?

| Demonizujesz. Wiele pokolen wyroslo na porzadnych ludzi bez netu, a Ty
| biedactwo nie mozesz juz szkoly skonczyc nie klikajac?

Zrozum, ze w przyszlosci znajomosc netu bedzie musial posiasc kazdy.



Tak jak komputera... Nikt nie rozdaje jednak kompow za 1zl.

Tylko zeby dzwonic dialog- dialog musze bysz byc abonentem innej firmy
tele...



Tak, a przejscie z tpsa do Dialogu to 1zl (netto) - tez za drogo? Nigdy nie
bedzie za darmo, bo to bylaby darowizna i nieco klopotow z ksiagowaniem.
Stad pewne towary beda kosztowac 1zl, ale nie za darmo.

| Myslisz sie, ale nie pierwszy raz. Nie ma zadnych umow. Kupujesz np.
lacze
| 2Mb i Twoja sprawa czy wrzucisz na nie tylko siebie czy 1000 innych
ludzi.

Od kogo kupujesz te lacze? Hm?



Niewazne... Czy to wazne czy mam teraz dostep z gabo, cei, softela, dialogu
itp? Tak czy tak jest to ok. 70zl/miesiac za analogowe i 160zl za cyfrowe.

W wiele osob moze jest tanio, ale w
przeliczeniu predkosc*cena/ilosc_chetnych mimo wszystko za drogo.



Nie rozumiem Cie, no i co? Ja mam teraz 68/miesiac i siedze 300 godz. To
jakies 22gr/h. Drogo? To pojecie wzgledne, ale jakby mnie bylo stac na sdi
czy 3Mb lacze tylko dla siebie to bym mial. Nie stac mnie wiec korzystam z
tego na co jest mnie stac. I juz. Nie mam samochodu, bo mnie nie stac, ale
nie mowie - rozdawac merce za darmo, bo transport to przyszlosc!

Nie wiem czy te inne firmy maja wlasne linie miedzy miastami.



Nie wiem i nie interesuje mnie to. Tak jak wybieram bank, ktory mi daje
najwyzszy procent nie zastanawiajac sie jak to robi, ilu zatrudnia itp. U
mnie net dziala - jest OK. Nie dziala - mam BOK.

Chodzi o to, ze placienie 1zl za pasmo 1kb to jest drogo. Przy prawdziwej
konkurencji mogloby byc 3 razy taniej. Czy to jest takie skomplikowane?



Tak, bo to jest nielogiczne. 1zl za 1kb? Teraz jest 80zl za 56kbps, wiec juz
drozej. poza tym relacje drogo/niedrogo sa wzgledne - inne dla kazdej osoby.
Wyjasnie Ci to: dla mnie pojechanie do Warszawy osobowym jest ok,
pospiesznym drogo. Ale ktos powie, ze ekspres daje najlepsze relacje
cena/szybkosc, a ktos jeszcze poleci samolotem i nie powie, ze drogo, bo mu
zalezy na szybkosci. To sprawa wzgledna, rozumiesz? postaraj sie wykorzystac
to co masz, a nie narzekaj... taniej nie bedzie.

Nie moge kandydowac, ale moge chociaz protestowac.



Protestuj... I zastanow sie co powiesz, gdy provider zapyta: koszty dostepu
do 56kbps obliczam na 300zl, cena u mnie 400zl, moge dac 1zl, ale kto mi
zaplaci roznice (399zl)?

Bo ludzie glosuja na konkretnych ludzi. Wyniki wyborcze przew. UPR nie
byly
wysokie.
Ludzie go nie lubia i juz.



Wlasnie. Wiec sam widzisz, ze program zlozony z samych rzeczy, o ktorych
ludzie marza moze byc tak nierealny, iz efekt jest odwrotny.

| :-)) Faktycznie nie rozumiem Cie zupelnie. Podsumujmy: ja mam net za
68zl
| miesiecznie za posrednictwem TPSA, Ty - narzekasz, przeklinasz i nic nie
| robisz.
Media tez nic nie robia pozytecznego. Tylko narzekaja ze jest zle...



Dlatego oni garna szmal przekonujac Cie, ze konflikt zbrojny na drugiej
polkuli, w miejscu, ktore nie wiesz nawet gdzie sie znajduje, jest problemem
Twojego zycia.

| Hmmmm... chyba jednak wole swoje poglady :-)

Zdziwilbym sie gdyby bylo inaczej :-) Ja wole swoje



Roznica miedzy nami? Ja mam net za 68zl.

Jezeli chodzi o bezrobocie to sie zgadzam. Coz mozna tu zrobic. Takie
tendencje w rozwinietej gospodarce sa i juz. Ale z netem mozna!



Rob! Serio - dalem Ci dane jak to u mnie zrobiono. Centrex dziala na calym
bylym wojewodztwie. Pogadaj z ludzmi, ktorzy to u mnie zrobili. Zapytaj jak
i ile - przekonaj swojego providera, wystarczy, ze ma cafe (tak jak gabo). I
juz. Nie narzekaj - rob cos!!!

Czyli 99% miejsc na studia maja bogaci + 1% biedni ze stypendiow.



Bogaci i biedni to znow kategoria relatywna.

Czyli 99% miejsc jest przeznaczonych dla 10% spoleczenstwa
a 1% miejsc dla 90% biednej lub tylko przecietnej reszty.
Czy to nie wyglada koszmarnie?! Zadne argumenty nie przemawiaja za taka
obrzydliwa niesprawiedliwoscia.



Tak jest w USA, a rodzice zakladaja fundusz powierniczy dziecku na studia w
momencie, gdy sie ono urodzi. Patrz jakie te Stany obrzydliwe... Niedawno
jeszcze chciales przyjmowac ich wzroce, a teraz co? To juz lepiej byc znow
komuna - nie wiem czy pamietasz, ale w latach 80tych tpsa (jeszcze tak sie
nie nazywala, ale to pomijam) miala polaczenia lokalne w cenie abonamentu.
Potem wprowadzono 1 impuls na rozpoczecie rozmowy i gadales ile chciales.
Potem impuls co 3 min, ale 20 w abonamencie, 10 i 0 jak dzis. Czyli gdyby
byl nadal PZPR to mialbys net w cenie abonamentu (tez nie 30zl jak dzis). No
to juz wiesz na kogo glosowac w nadchodzacych wyborach.
BTW: Problem Polakow polega na tym, ze chca miec kapitalizm z oslonami z
socjalizmu, czyli generalnie chodzi o to, ze chce wszysko, ale niech inni na
mnie robia.

A czy ty rozumiesz, ze sprzedawanie rzeczy z mniejszym zyskiem, ale za to
w
o wiele wiekszych ilosciach jest bardziej oplacalne?



Wytlumacz to tpsa... To nie do mnie. Wytlumacz providerom. A moze od razu
zalatwisz tania benzyne, ksiazki, samochody, mieszkania, wlasciwie kazdy
produkt?

Vide supermarkety:

zainwestowano w nie naprawde sporo, sprzedaja taniej niz w innych
sklepach,
wiec powinienes sie dziwic, ze w ogole istnieja.



Zauwazyles z jaka fala protestu spotyka sie kazdy nowy hipermarket? Ilu
kupcow traci prace? Jak niszczone jest przy okazji srodowisko, na ktorym
moloch ma powstac? I ze najczesciej nowe wywala sie na obrzeza miasta?

Ty chyba rozumiesz jak potezny potencjal ma TP. Mimo wielu komentarzy na
ten
temat firma ta uznala, ze droga sprzedaz lacz dla niewielkiej ilosci osob
jest bardziej oplacalna. Wiedzac o tych wszystkich aferach, jakie co jakis
czas wybuchaja w spolkach Skarbu P. na skutek nielogicznej i glupiej
niegospodarnosci mozna stwierdzic ze tepsa nie jest jakim wyjatkiem.



Nie grupa jest adresatem tych uwag - przekonaj o tym decydentow.

| No... A na zjazd bedziesz jechal z wlasnym krzeslem i lawka, bo nie
bedzie
| kasy na to na uczelni (na krede to pewnie sie na miejscu zrzucicie).

Czemu teraz jakos stac, a w przyszlosci nie bedzie?



Bo teraz juz sie placi ok 5000zl za rok nauki (ja daje 2400+koszty dojazdow,
ale administracja to juz 3600+koszty). Innymi slowy student zostawia przez
piec lat ok. 25.000zl. Pomnoz przez 600.000 ludzi co roku zaczynajacych
studia. To juz wiesz z czego kredy jeszcze nie brakuje (nowych pomieszczen -
tak, w Toruniu hale wynajmuja dla studentow prawa, w Gdansku wydzial sie
buduje juz ileslat itp.). Jesli obnizysz czesne (a chcesz) to z kasy uczelni
wywieje te pieniadze i powstanie problem.

Odnosze wrazenie ze to ty bardzo (az za bardzo) martwisz sie o stan
polskiego budzetu.



Po prostu na budzecie latwo pokazac, ze chcac komus dac, musisz komus
zabrac, albo znalezc nowe zrodla dochodu.

Czy ta wodka to dla ciebie znowu jakis symbol (w zastepstwie golych bab)?
Bo ja sie wcale wodki nie domagam!



Ty nie chcesz wodki, ale pan Czesiek chce, bo co sie bedzie chlop ruskim
metanolem trul. A pani Jadzia chce tanie fajki, bo jest uzalezniona (chora)
i potrzebuje ich codziennie itp itd. Tylko mowie, ze kazdy ma najmniej 1000
marzen, a realizacja drobnego procenta spowodowalaby chaos.

gole baby? JAkie produkowanie bezrobocia? Rozwoj nowoczesnych technologii
moze dac nowe miejsca pracy.



1. Najpopularniejsze w necie sa strony erotyczne, a najczesciej wyszukiwanym
slowem "sex"
2. Gdy firma traci dochod (tpsa), obniza koszty zwalniajac pracownikow
(Daewoo, Fiat, Ford, EB, ABB, i ...

więcej »

Znalezione w sieci:

"363 zł kwartalnie !!! Dokładnie tyle płaci mój proboszcz dobrodziej, jako podatek od swoich dochodów. Ostatnio pewien uroczy wikary po cywilnemu tak mi zaimponował przy ruletce, że postanowiłem włożyć w to trochę wysiłku i dowiedzieć się jakie są źródła finansowania luksusowej konsumpcji części kleru. Pałacyki, wille, "siostrzenice", "siostrzeńcy", nocne kluby, limuzyny, ekskluzywne kurorty, ostentacja w szastaniu pieniędzmi. Niemożliwe, żeby źródłem finansowania była tylko taca od zubożałego społeczeństwa. No to skąd na to biorą ??? Trudny temat, ale na czasie, bo nie zauważyłem, żeby ktokolwiek porwał się na poważną próbę odpowiedzi na to pytanie. Powtarzają się tylko wpisy "opodatkować Kościół". Spróbójmy zatem na spokojnie zmierzyć się z tym tematem.

- 1 -
Taca. To oczywiste. Bez tego elementu żadna msza święta nie jest dość święta, żeby ją warto było odprawić. Poza tym dla zapewnienia wiernym stosownej motywacji tradycyjne 5 przykazań kościelnych udoskonalono w ten sposób, że bogobojny katolik może już balangować kiedy chce byleby dobrze dawał na tacę fachowcom.

- 2 -

Skarbony. Rozstawia się je w domach bożych tak gęsto, jak pewien ojciec dyrektor z Torunia podaje numer konta przez radio. Zastosowany pretekst nie ma znaczenia, bo i tak wszystko trafia do rąk proboszcza i tylko on wie, co się z tymi pieniędzmi dalej dzieje.

- 3 -

Zyski z wynajmowania nieruchomości. Po wejściu kleru do szkół państwowych zostało na przykład około 23 000 tak zwanych punktów katechetycznych. Dobrodzieje robią z tym co chcą. Mogą na przykład swoim lokalnym cywilnym kolaborantom z władz terenowych kazać organizować różnego rodzaju konferencje, szkolenia i tak zwane sesje wyjazdowe właśnie w tych lokalach. Cenę dyktuje dobrodziej i nikt nie śmie się targować. Wiele razy brałem udział w takich przymusowych spędach, więc wiem o czym mówię. Inni dobrodzieje nie krępują się zakładać w tych obiektach prywatnych hurtowni zarejestrowanych tak, żeby nie płacić podatków.

- 4 -

Zyski z inwestycji budowlanych typu Roma Office Center w Warszawie. W tym przykładzie inwestorem jest archidiecezja warszawska, która włożyła w to 24 miliony dolarów amerykańskich. W kościelnym wieżowcu mieszczą się również bary, restauracje, sklepy, punkty usługowe itp. Ogółem około 12 000 metrów kwadratowych świętej powierzchni. Działkę w centrum Warszawy kazali sobie dać praktycznie za darmo.

- 5 -

Zyski z działalności przemysłowej. Szczególnie przemysł poligraficzny. Poczytajcie o przewałach "Stella Maris". Masowy wyrób dewocjonaliów, świec, win ( niby, że mszalne ) itp. Doskonałe przebicie jest również na opłatkach.

- 6 -

Zyski z działalności handlowej. Na przykład własne księgarnie, sklepy z dewocjonaliami, wydawnictwa kościelne, kwieciarnie przy cmentarzach itp.

- 7 -

Zyski z działalności rolniczej. Wielu wiejskich proboszczów do dzisiaj posiada tak zwane prebendy i obrabia je wiejskimi parobkami, jak przed wojną. Trzeba przyznać, że od działalności rolniczej księża płacą podatek rolny.Ale za to otrzymuja milionowe dotacje z UE.

- 8 -

Zyski/straty z ogólnopolskich businessów Episkopatu lub biskupów. Przykład - fundusz emerytalny Arca Invesco. W tym przypadku czarni się przeliczyli. Powoływanie się w telewizyjnych reklamówkach na autorytet Episkopatu okazało się niewypałem i fundusz nie wytrzymał konkurencji.

- 9 -

Zyski z działalności nazwijmy to umownie "obszarniczej" . Przykład gospodarstwo Carol. Kościelny Caritas kazał sobie dać 1 300 hektarów państwowej ziemi razem z bezrobotnym miejscowym chłopstwem z Mierzyna i Wrzosowa. Ci biedni ludzie ( dawni pracownicy PGR-ów ) w praktyce są teraz całkowicie zależni od nowego pana, bo innej roboty nie ma.

- 10 -

Zyski z przedsiębiorstw wielobranżowych. Na przykład business turystyczny. Sam byłem kilka razy na tak zwanych pielgrzymkach autokarowych po Europie. Faktycznie były to normalne komercyjne trasy turystyczne ( częściowo fundował zakład pracy, więc się jeździło ). Dobrodzieje wskazywali cywilnym kolaborantom, do wycieczek których biur podróży powinien ze społecznych pieniędzy dopłacać katolicki urzędnik. Dla wyższych szarż były lepsze "pielgrzymki". Najlepsi w businessie turystycznym są ojcowie Pallotyni. Jak macie odpowiednio gruby portfel, możecie z nimi pielgrzymować na przykład po Amazonii.

- 11 -

Zyski z businessu oświatowego. Wiara nie jest nauką. Czarni natomiast kształcą swoje przyszłe kadry na koszt Ministerstwa Nauki ( czy jak tak ono się teraz oficjalnie nazywa ). W 2001 roku tylko KUL i PAT pociągnęły od Polski dokładnie 57 878 200 złotych, ciągną dalej i co raz więcej. Jest również trzecia pompa ssąca. Kiedyś nazywało się to Akademia Teologii Katolickiej. Zmieniono nazwę na Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego i już można doić, bo oficjalnie szkoła ma status uczelni państwowej. Podejmowane są liczne próby zakładania wydziałów teologicznych na różnych uczelniach państwowych.

- 12 -

Zyski z businessu cmentarnego. To dobry temat na specjalny wątek. Jeżeli ktoś ma czas i potrafi to zrobić, niech spróbuje oszacować dochodowość z jednego hektara cmentarza, tak jak to się robi w rolnictwie. Produkt jest inny, ale z ekonomicznego punktu widzenia zasada podobna. Gołym okiem widać jednak, że trudno sobie wyobrazić lepszy i pewniejszy interes. Ceny narzucane przez pasterzy i ich techniki marketingowe znacie, albo poznacie.

- 13 -

Zyski z prawdziwych darowizn. Kościół od otrzymanych darowizn nie płaci podatków. Prawdziwe darowizny ( w odróżnieniu od fikcyjnych ) najlepiej wychodzą wtedy, gdy mają formę dotacji i rozdaje się nie swoje pieniądze, ale spółek skarbu państwa. Spółka skarbu państwa to jest takie coś, że jeszcze tego nie sprywatyzowali, ale już przygotowali do dojenia, bo nadali postać spółki akcyjnej. Stanowiska prezesów i członków rad nadzorczych obsadza się zwykle z nadań politycznych a potem należy się odwdzięczyć. Przykład KGHM Polska Miedź S.A. Polityczni mianowańcy - w tym przypadku jeszcze z rozdania solidarnościowego - odwdzięczyli się w następujący sposób: Fundacja Świętego Antoniego z okazji festynu "Unieś mnie do góry" 300 000 zł. Parafia w Głogowie 450 000 zł. Jankowski ze Świętj Brygidy 450 000 zł. 3 razy po 50 000 zł dla diecezji legnickiej, zielonogórskiej, wrocławskiej, katowickiej. Katolickie Radio Plus z Legnicy i Katolickie Radio Głogów odpowiednio 8 100 i 5 000 zł miesięcznie. Kuria we Wrocławiu - samochód Audi A 8 za 196 000 zł bez VAT. Seminarium Duchowe we Wrocławiu 7 000 zł. Salezjańskia Organizacja Sportowa 150 000 zł. KGHM to tylko jeden przykład działalności cywilnych kolaborantów. Ile czarni wyciągnęli tą metodą w skali całej Polski prze 25 lat naszego pontyfikatu ? Ile ciągną obecnie ?

- 14 -

Zyski z fundowania dobrodziejom na koszt podatników 80 % składki emerytalnej, a misjonarzom na misjach, zakonnicom i zakonnikom klauzulowym i tak zwanym kontemplacyjnym 100 %. Też bym tak chciał. Niech inni co miesiąc składają się na moją przyszłą emeryturę, a ja będę siedział i kontemplował... Te pozostałe 20 % składki emerytalnej i wypadkowej, którą płacą wielebni i tak jest potrącana z osławionego dochodowego podatku ryczałtowego. Dochodowy podatek ryczałtowy to sztandar, którym wymachują księża, gdy ktoś im mówi, że wtrącają się do polityki a nie płacą podatków. Jeszcze do tego wrócimy.

- 15 -

Zyski z państwowych dotacji na kościelne zakłady opieki społecznej ( art. 22 ust.1 Konkordatu ) i zyski z państwowych dotacji na przedszkola, szkoły i inne placówki oświatowo - wychowawcze kościoła.

- 16 -

Zyski z urzędolenia. Najprostszej czynności służbowej kapłan katolicki nie wykona bez "karteczki", najlepiej w trzech kopiach i żeby na każdej były po dwie piecząteczki. Na każdym kroku płać i płać. Kolega opowiadał mi jak poszedł na "nauki przedmałżeńskie"...

DRUGA GRUPA - OFICJALNE DOCHODY KSIĘŻY

17. Śluby.
18. Pogrzeby.
19. Chrzty.
20. Kolędy.
21. Intencje mszalne.

22. Wypominki 1 i 2 listopada ( podobno 1/10 oficjalnych rocznych dochodów indywidualnych pochodzi z tego źródła ). Czarni dobrze wiedzieli po co wymyślili ludziom tak zwany czyściec, mimo że takiego słowa nie ma w Biblii.

23. Pensje dla kapelanów wojskowych, policyjnych, szpitalnych, więziennych, strażackich itp. wypłacanych przez Polskę. Kapelanów wojskowych jest obecnie w przybliżeniu 200. W 1999 roku ujawniony oficjalnie budżet orydynariatu polowego wynosił 13,1 miliona złotych. MON płaci również za kaplice. Naszych granic broni eskadra 250 zakonnic na etatach sierżantów... W 2000 roku każda z nich ciągnęła z budżetu 1200 złotych. Ile ich jest obecnie i ile teraz ciągną nie wiem, bo gdzie to sprawdzić ? Posługuję się takimi danymi, jakie udało mi się gdzieś znaleźć. Prawdziwych żołnierzy do szału doprowadza tak zwany numer na kapelana, związany ze służbowymi mieszkaniami dla oficerów, ale to już inna historia.

24. Drugi cyc nadstawia dobrodziejom Ministerstwo Zdrowia. Trudno powiedzieć ilu kapelanów u nich się pasie, bo liczba rośnie jak na drożdżach. Prawdopodobnie jest to około 2000 księży. W 1999 roku Rzeczypospolita podawała liczbę 1500 kapelanów szpitalnych, z tego około 1000 na etatach. Mniejsze cyce spontanicznie nadstawiają tacy krezusi jak policjanci, strażacy, funkcjonariusze więziennictwa itd. Powszechnie wiadomo, że pracownicy budżetówki są przepłacani, więc mogą sobie trochę poszastać...

25. Pensje dla katechetów ( czarnych i cywilnych ). Najpierw mieli uczyć religii w państwowych szkołach bezpłatnie, wszak mają powołanie i celem ich posługi jest zbawienie duszy niesmiertelnej Jasia i Małgosi. Teraz im już przeszło. Nie mam aktualnych danych, ale w 1999 roku pociągnąli od Polski około 600 milionów złotych łącznie ze składkami na ZUS !!! Instytut Statystyki Kk ujawnił, że w 1998 roku pensje katechetek i katechetów pobierało 36 000 fachowców z tego 17 757 "profi" i 18 381 amatorów.

TRZECIA GRUPA - ZYSKI Z OKRADANIA OJCZYZNY

26. Zyski z fikcyjnych darowizn: Do klasyki tego gatunku należy tak zwany "numer na księdza", który w pewnych kręgach stał się wręcz normą. Żeby się nie mądżyć powiem o co chodzi w najprostszych słowach. Jesteś dobrodziejem, lub jego cywilnym kolaborantem. Chcecie dorobić. Dobrodziej wystawia kolaborantowi zaświadczenie, że oto został obdarowany kwotą na przykład 100 000 złotych. Fiskus nie pobiera od dobrodzieja żadnego podatku, bo to ksiądz ( bo w teorii darowizna była na cele kultu religijnego ). Kolaborant odpisuje sobie od podstawy opodatkowania 100 000 zł, ale obecnie nie więcej niż 10 % rocznego dochodu, bo to szlachetny darczyńca. Za wystawienie fałszywego świadectwa dobrodziej wziął na przykład 10 000 zł. Całą zabawę finansuje Polska, która później nie ma na pielęgniarki i posiłki w szpitalach. Urzędnicy państwowi nie są głupi i oczywiście wiedzą o co chodzi. Właśnie dlatego, że nie są głupi siedzą cicho. Kto przy 18 % bezrobociu, mając dobrą państwową posadę zadrze z miejscowym dobrodziejem ? Skala okradania Polski przez duchownych z zastosowaniem tej techniki jest trudna do przeszacowania. Tygodnik Newsweek jakiś czas temu dopuścił się na księżach prowokacji dziennikarskiej i następnie wszystko opisał. Między innymi napisali, cytuję "Żaden duchowny nie odmówił nam współpracy w oszustwie". Wszyscy dobrodzieje chcieli wystawić poświadczenia, że otrzymali fikcyjne darowizny. Bóg w dekalogu coś wspominał, że nie będziesz dawał fałszywego świadectwa, czy jakoś tak, ale na pewno nie mówił tego poważnie...

27. Zyski z nadużywania zwolnień od ceł i akcyz od przedmiotów importowanych na cele kultu religijnego. Proceder przybrał tak gigantyczną skalę, że zrobiło się zbyt głośno i oficjalnie już im to trochę ukrócili. Najbardziej znane przykłady: Szajka z Rzeszowa w składzie ośmiu miejscowych proboszczów tylko przez jeden rok sprowadziła na cele kultu religijnego 92 luksusowe limuzyny i wpadła. Trio dobrodzieji z Lublina stuknęło Polskę na 400 000 złotych. Trzeba trafu. To akurat tyle, ile wynosi odszkodowanie zasądzone za dożywotnie kalectwo tej dziewczynki przygniecionej na cmentarzu parafialnym pewnego proboszcza. Kościół bezlitośnie procesuje się z kalekim dzieckiem. Przegrał już we wszystkich instancjach i dalej nie płaci. Ale ogólnie, gdyby się ktoś pytał ECCE HOMO. Alleluja i do przodu. Wszak nie na darmo Chrystus nauczał "sprzedaj wszystko co masz, pieniądze oddaj biednym i idź za mną". Gdybyście dobrodzieje faktycznie szli za Chrystusem, jak Was o to prosił, doszlibyście do łóżeczka tej dziewczynki, siedzieli na jego brzegu i czytali dziecku bajki Andersena. Jak można idąc za Chrystusem dojśc do willi proboszczów i pałaców biskupów, patrzeć sobie przez okno na ludzkie dramaty i liczyć pieniądze.

Na koniec sprawa najważniejsza: Koronnym argumentem kapłanów jest, że my to wszystko nie dla siebie..., my prowadzimy działalność charytatywną i to dlatego mamy takie przywileje. A otóż wielkie g... prawda !Na działalność charytatywną też dostajecie pieniądze z naszych podatków za pośrednictwem budżetu państwa !!! Na podstawie artykułu 14 ustęp 4 Konkordatu Polska musi kościelne zakłady opieki społecznej dotować dokładnie tak samo, jak państwowe. To samo dotyczy również szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowo - wychowawczych Kościoła. Co najmniej 52 kościelne zakłady opiekuńczo lecznicze funkcjonują na państwowych pieniądzach z budżetu centralnego. Z budżetów wojewódzkich finansowane jest około 100 domów opieki społecznej, o których okoliczna ludnosć myśli, że to finansują księża. Za te pieniądze państwo mogłoby zatudnić normalne pielęgniarki i bez łaski. Poczciwi ludzie w Polsce są przekonani, że księża i zakonnice od ust sobie odmejmują i pomagają potrzebującym.

Drugim wielkim mitem jest dość powszechne przekonanie, że księża płacą normalne podatki. Gdybyśmy płacili Polsce takie podatki, jak oni, Polski już by nie było. Sprawę ich podatków reguluje ustawa z 20 listopada 1998 roku o zryczałtowanym podatku dochodowym (...) W największym skrócie wymiar tego podatku zależy od stanowiska ( proboszcz, wikary ), wielkości parafi i regionu Polski. Zamiast się z tym męczyć najlepiej po prostu zadzwonić do swojego Urzędu Skarbowego i zapytać. Moja parafia ma około 2000 mieszkańców. Proboszcz kwartalnie płaci dokładnie 363 złote, a wikary 307 złotych !!! Policzmy w prosty sposób: Mieszkam w wieżowcu - 12 kondygnacji po 4 mieszkania na jednym piętrze, razem 48 mieszkań. Przyszedł dobrodziej "po kolędzie". Wpuszczono go do 40 mieszkań. Średnio zgarną po 50 złotych. 40 x 50 = 2000 złotych, a on rocznie płaci Polsce 4 x 363 złote = 1452 złote tak zwanego dochodowego podatku ryczałtowego ! Ten podatek istnieje tylko po to, żeby mydlić oczy naiwnym ( do niedawna również mnie, bo nie miałem pojęcia, że tak to wygląda, dopóki nie napisałem tego postu ). Parafianka, która przed kościołem sprzedaje precle płaci Polsce więcej niż proboszcz dobrodziej. Za chwilę wyjdzie dobrodziej i ją opieprzy, że wybrała MIEĆ, a nie BYĆ, bo Kowalska dała na nowe ławki 150 a ona tylko 100.

Jeden z nielicznych uczciwych, mądrych księży Śp. Józef Tischner pisał cytuję: "Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi".
Moja wiara w Boga jest niezachwiana, ale Boże chroń nas przed Kosciołem ( takim jaki jest dzisiaj w Polsce ). "
Ofiary komunizmu O KTóRYCH TEż TRZEBA MÓWIĆ I PAMIĘTAĆ!
Piotr Bartoszcze - W kwietniu 1981 był jednym z sygnatariuszy porozumień bydgoskich z władzami PRL, w wyniku których zarejestrowany został NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność. Został internowany w stanie wojennym. Po uwolnieniu kontynuował konspiracyjną działalność związkową. Zamordowany 7 lutego 1984 przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Jego ciało ze śladami bicia i duszenia odnaleziono 9 lutego w studzience melioracyjnej.
Honoriusz Kowalczyk - W okresie stanu wojennego organizował pomoc dla internowanych, msze święte za Ojczyznę, stał się nieformalnie duszpasterzem Solidarności i opozycji.17 kwietnia 1983 r. prowadząc samochód, został ciężko ranny w Wydartowie koło Mogilna. Okoliczności wypadku nie zostały do dziś wyjaśnione (śledztwo w tej sprawie prowadzi IPN). Zmarł po kilku tygodniach w szpitalu w Poznaniu. Pogrzeb o. Honoriusza w dniu 12 maja 1983 r. stał się wielką manifestacją patriotyczną ludności Poznania.
Jerzy Popiełuszko - 19 października 1984 r. ks. Popiełuszko został zaproszony do parafii pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy. Spotkanie to zakończył zdaniem: "Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy". W tym samym dniu, wracając do Warszawy, na drodze do Torunia, niedaleko miejscowości Górsk, Jerzy Popiełuszko wraz ze swoim kierowcą Waldemarem Chrostowskim zostali uprowadzeni przez funkcjonariuszy Samodzielnej Grupy "D" Departamentu IVMSW w mundurach funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego MO (Chrostowskiemu udało się uciec z kabiny samochodu, Popiełuszkę skrępowano i przewożono w bagażniku). 30 października z zalewu na Wiśle koło Włocławka wyłowiono jego zwłoki, które zbadano w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku pod kierunkiem prof. Marii Byrdy. W czasie sekcji wykazano ślady torturowania.
Stefan Niedzielak - Był inicjatorem wzniesienia krzyża katyńskiego na cmentarzu powązkowskim (31 lipca 1981), który to pomnik SB jeszcze tej samej nocy zniszczyła. Za swoją działalność niepodległościową był nieustannie nękany i szykanowany. Zginął zamordowany (cios karate) przez nieznanych sprawców w swojej plebanii na Powązkach w nocy z 19 na 20 stycznia 1989. O zabójstwo podejrzewano SB, Jan Olszewski w swoich pracach sugerował udział KGB w morderstwie.
Stanisław Suchowolec - 22 stycznia 1989 po zamordowaniu księdza Stefana Niedzielaka ksiądz Suchowolec zaczął obawiać się o swoje życie. W nocy 29/ 30 stycznia 1989 został zamordowany przez SB, która upozorowała pożar jego mieszkania.
Białostocka prokuratura ogłosiła we wrześniu 1992, że przyczyną pożaru w mieszkaniu, a w konsekwencji powodem śmierci księdza Stanisława Suchowolca, było zbrodnicze podpalenie. 30 stycznia 2006 prokuratorzy z lubelskiego IPN oświadczyli, że ponad wszelką wątpliwość ksiądz Stanisław Suchowolec został zamordowany wskutek działania Służby Bezpieczeństwa.
Sylwester Zych - W 1982 został oskarżony w procesie pokazowym o próbę obalenia ustroju PRL siłą i przynależność do organizacji zbrojnej. W latach 1982-1986 był więziony jako więzień polityczny w związku ze śmiercią Zdzisława Karosa.
W nocy 11 lipca 1989 znaleziono martwego księdza Zycha na przystanku PKS w Krynicy Morskiej.
Roman Kotlarz - Został zaliczony przez władze komunistyczne w poczet `radomskich bandytów' i poddany brutalnym represjom. Wzywany na przesłuchania, przeszedł ścieżki zdrowia. Kilkakrotnie został brutalnie pobity przez SB-eków. Skatowany, wyczerpany nerwowo i fizycznie 16 sierpnia 1976 znalazł się w szpitalu w Krychnowicach. Zmarł 18 sierpnia, prawdopodobnie otruty.
Kazimierz Jancarz - Był nieustannie inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, która za pośrednictwem zwerbowanych w jego otoczeniu tajnych współpracowników przeprowadzała gry operacyjne, mające na celu jego skompromitowanie w oczach wiernych.Ks. Kazimierz Jancarz zmarł nagle, 25 marca 1993 roku, w wieku 46 lat. Został pochowany w Makowie Podhalańskim.
Marek Papała - Była godzina dziesiąta wieczorem. Został prawdopodobnie zastrzelony, gdy wysiadał z samochodu przez sprawcę, który oddał strzał w głowę komendanta z pistoletu z tłumikiem.
Michał Falzmann - inspektor Najwyższej Izby Kontroli, który wykrył aferę FOZZ.Początkowo pracował w Urzędzie Skarbowym, a potem przez ostatnie 3 miesiące życia jako inspektor Najwyższej Izby Kontroli. Falzmann próbował przekazać najwyższym władzom, partiom politycznym i opinii publicznej informacje o grabieży zasobów finansowych Polski. We wtorek, 16 lipca 1991, skierował do Dyrektora Oddziału Okręgowego NBP w Warszawie następujące pismo:
Działając na podstawie upoważnienia nr 01321 z dnia 27 maja 1991 Najwyższej Izby Kontroli do przeprowadzenia kontroli w Narodowym Banku Polskim proszę o udostępnienie informacji, objętych tajemnicą bankową, o obrotach i stanach środków pieniężnych (gotówkowych i bezgotówkowych) Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, Warszawa, ul. Miła 2. W kilka godzin po tym, tego samego dnia, Anatol Lawina, dyrektor Zespołu Analiz Systemowych NIK, przekazał mu polecenie Prezesa NIK, prof. Waleriana Pańki, o odsunięciu go od wszelkich czynności kontrolnych prowadzonych przez Zespół. Następnego dnia Michał Falzmann nie żył - zmarł w wieku 38 lat na zawał serca. W kilka miesięcy później w wypadku samochodowym w przeddzień zapowiedzianego ogloszenia wyników swojej pracy, zmarł Walerian Pańko, jego przełożony, oraz Janusz Zaporowski. Wypadek przeżyła żona Pańki oraz kierowca urzędowej Lancii. W przeciągu kilku miesięcy od wypadku zmarł jeszcze zarówno kierowca, jak i policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce wypadku. W majątku Pańki nie znaleziono żadnych dokumentów związanych z FOZZ.
W opinii części osób ten zbieg okoliczności, jak i fakt, że w aferę FOZZ były zamieszane służby specjalne, świadczą o możliwości zabójstwa.

kasia_lublin@op.pl, 31.05.2007 12:20
http://wiadomosci.onet.pl...54,0,forum.html
http://www.faktyimity.pl/archiwum/index.phtml NR 4(256)

---------------------------------------------------------Cytuję:

ludzie ludziom...

Króliki doświadczalne

Ponad 80 proc. Polaków jest zdania, że testowanie na ludziach nowych
leków stwarza firmom farmaceutycznym działającym w naszym kraju okazję
do nadużyć, a około 78 proc. respondentów - że sprzyja narastaniu
korupcji wśród lekarzy. Ludzie mają nosa...

Każde nowe lekarstwo po badaniach laboratoryjnych, a później
uśmierceniu iluś tam zwierząt doświadczalnych, musi być w końcu
wypróbowane na człowieku. Bezpieczeństwa i praw osób, które uczestniczą
w testowaniu substancji mającej stać się lekiem, chronią międzynarodowe
reguły Dobrej Praktyki Klinicznej. Określają one jednolite standardy
medyczne, etyczne i naukowe badań prowadzonych przez lekarzy na
zlecenie firm farmaceutycznych.
W myśl owych reguł, "w pełni świadoma zgoda" pacjenta na ryzyko oznacza
pozostawienie mu "wystarczająco dużo czasu, aby mógł dokładnie zapoznać
się z treścią pisemnej informacji o badaniu oraz formularza świadomej
zgody na udział", a jeśli eksperyment nie w pełni się powiedzie, ma
"prawo do odszkodowania, jeżeli doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu
bezpośrednio związanego ze stosowanym lekiem lub procedurą medyczną
wymaganą przez protokół badania".
Popatrzmy teraz, jak to wygląda w polskiej praktyce:
Alicja K. z Radomia od kilkunastu lat cierpiała na dolegliwości nerek,
a w 2000 r. choroba przybrała postać ostrej niewydolności. Dla młodej
(wówczas 43-letniej) kobiety przeszczep był jedyną szansą na uwolnienie
się od nieustannie ponawianych dializ (zabieg oczyszczania krwi z
produktów przemiany materii) i powrót do w miarę normalnego życia.
Została wpisana na Krajową Listę Potencjalnych Biorców Przeszczepów
Unaczynionych i nie pozostawało jej nic innego, jak tylko czekać na
dawcę.
Przypomnijmy: w połowie 2004 r. na przeszczep nerek czekało 1325 osób,
serca - 160, wątroby - 113, trzustki - 17; w 2003 r. wykonano w Polsce
łącznie 1350 przeszczepów wymienionych narządów, 2950 osób oczekiwało
na zabieg, a 525 zmarłych posłużyło jako dawcy narządów.

--------------------------------------------------------------------------------

29 sierpnia 2001 r. Alicji K. przeszczepiono nerkę w kierowanej przez
profesora Leszka Pączka Klinice Immuterapii Transplantologii Akademii
Medycznej w Warszawie. W niespełna godzinę przed zabiegiem znany jej z
okresu wcześniejszego leczenia dr Tomasz Pilecki (uprzedzając nieco
bieg wydarzeń dodajmy, że nie mamy wątpliwości co do najlepszych
intencji oraz kwalifikacji tego lekarza), złożył pacjentce propozycję
uczestnictwa w 6-miesięcznym badaniu klinicznym specyfiku o nazwie
prograf (Tacrolimus), mającego zapobiegać odrzuceniu przez organizm
przeszczepionej nerki. Opowiedział jej pokrótce o procedurze, przebiegu
badań i możliwych skutkach ubocznych, zapisanych w 5-stronicowej
"Informacji dla pacjenta uczestniczącego w badaniu klinicznym".
Zapewnił, że sponsorująca badania firma Wyeth-Lederle z siedzibą w
Wiedniu objęta jest specjalnym ubezpieczeniem (do kwoty miliona
dolarów), dzięki czemu w owym półrocznym okresie Alicja K. ma
zagwarantowane odszkodowanie w przypadku negatywnych zdarzeń
wynikających z uczestnictwa w testowaniu prografu. Kobieta bez namysłu
podpisała "Formularz świadomej zgody na udział w badaniu" i za chwilę
poszła pod nóż.
Operacja udała się wprost nadzwyczajnie. 26 września 2001 r. Alicja K.
została wypisana ze szpitala, a raz w miesiącu stawiała się później w
Warszawie na badania kontrolne, których wyniki nie budziły u lekarzy
żadnego niepokoju.
Ale zaraz na początku lutego kobietę dopadła wyjątkowo dokuczliwa
grypa - tak się jej zrazu wydawało. Wykurowała się według wskazówek dra
Pileckiego, ale - jak opowiada pani Alicja: - Po trzech, może czterech
dniach dreszcze, uporczywy kaszel, katar i dochodząca do 39,5 stopnia
gorączka wróciły. Przyjmowałam zalecone mi lekarstwa, ale nie
skutkowały. Gdy 6 marca 2002 r. pojechałam do kliniki na wyznaczony
termin konsultacji, okazało się, że jest dramat. Zostałam w szpitalu, a
nazajutrz wylądowałam na intensywnej terapii. Wymioty, potworny ból
całego ciała, biegunka, pompa insulinowa - piekło w porównaniu z
przeszczepem.
- Miała ostry atak kwasicy ketonowej - tłumaczy nam jeden z lekarzy
pracujących pod okiem prof. Pączka. - To stan, w którym organizm z
niedoborem lub wręcz brakiem insuliny na potrzeby energetyczne musi
spalać tłuszcz zamiast glukozy. Powstają z tego związki chemiczne zwane
ketonami. Ich wysoki poziom powoduje wystąpienie kwasicy, wywołującej
zaburzenia pracy mózgu, a w konsekwencji - śpiączkę lub śmierć.
Poziom glukozy w organizmie Alicji K. osiągnął wówczas poziom 726 mg%,
kilkakrotnie przewyższając normę (poniżej 110 mg%) oraz wyobrażenia
przeciętnego cukrzyka (powyżej 200 mg%).
- Po kilku dniach profesor Pączek polecił podczas obchodu, aby
zaprzestano podawania mi prografu, gdyż - jak się wyraził - to właśnie
ten specyfik wywołał cukrzycę - mówi Alicja K. ("Cukrzyca świeżo
wykryta. Odstawienie prografu 18.03.02" - czytamy w karcie
informacyjnej przebiegu choroby).
Po wyjściu ze szpitala (dożywotnio skazana na insulinę),
przeanalizowała podpisane przez siebie tuż przed operacją dokumenty,
nie znajdując w nich nawet wzmianki ostrzegającej przed możliwym
wpływie prografu na wywołanie u pacjenta cukrzycy. Przypomniała też
sobie wreszcie o gwarancjach ubezpieczeniowych:
- W maju 2002 r. odwiedziłam doktora Pileckiego. Świetny lekarz, chyba
czuł się winny zaistniałej sytuacji, lecz niepotrzebnie - wszak trudno
dzisiaj powiedzieć, czy przy innych lekach nie doszłoby na przykład do
odrzucenia przeszczepu. W każdym razie otrzymałam od niego kserokopię
certyfikatu i zapewnienie, że dolegliwości, które wystąpiły w trakcie
eksperymentu, oraz ich następstwa uprawniają mnie do odszkodowania.
Zagwarantował wszelką pomoc w granicach jego kompetencji.
A dalej było tak:
Ą Zurich Towarzystwo Ubezpieczeń SA (od 22 stycznia 2004 r. Generali
T.U. SA) stwierdziło, że chętnie wypłaci odszkodowanie, jeśli lekarz
prowadzący badania kliniczne na rzecz Wyeth-Lederle dostarczy
ekspertyzę;
Ą Dr Pilecki, poproszony o stosowne orzeczenie, sporządził je
błyskawicznie. W czerwcu 2002 r. poinformował Alicję K., że dokument
jest gotowy i wymaga jedynie podpisu prof. Pączka. Ten po kilku dniach
wyraził swoje niezadowolenie z jakości ekspertyzy i oznajmił, że
osobiście sporządzi nową. "Miała szczęście w nieszczęściu" - zauważył w
gronie współpracowników, nawiązując do faktu, że sensacje zdrowotne
dopadły kobietę tuż przed zakończeniem chronionego polisą okresu badań.
Profesor poprosił Alicję K., aby - nie wiedzieć czemu - kopie jej
korespondencji z firmą ubezpieczeniową "adresowała bezpośrednio na
niego, a nie poprzez kancelarię szpitalną"...
A później było tak:
Ą Dr Monika Pokrzepa-Opuchlik, nadzorująca badania z ramienia
Wyath-Lederle, oświadcza dr. Pileckiemu, że koncern nie widzi przeszkód
w wypłacie odszkodowania ("Po to przecież jest polisa");
Ą Mijają miesiące, a ekspertyzy prof. Pączka wciąż nie ma. Mecenas
Marta Szymanek, pełnomocnik Alicji K., informuje o sytuacji centralę
ubezpieczyciela w Zurichu. Szwajcarzy żądają dokumentacji szpitalnej,
ale dopiero po licznych interwencjach adwokata szef kliniki wydaje
zgodę na wydanie papierów;
Ą Po roku prof. Pączek komunikuje zainteresowanej, że... się rozmyślił
i nie sporządzi ekspertyzy, gdyż "jest związany z badaniami nad
prografem, więc opinia mogłaby być uznana za nieobiektywną". Za
pośrednictwem jednego z lekarzy daje Alicji K. do zrozumienia, że
"gdyby przyszło jej do głowy dochodzić swoich praw na drodze sądowej,
on będzie wyznaczał w tej sprawie biegłego";
Ą W lipcu 2003 r. mec. Szymanek wysyła dokumentację sprawy i zwraca się
o opinię medyczną równolegle do dwóch innych profesorów: Bolesława
Rutkowskiego (kierownik Kliniki Nefrologii i Transplantologii AM w
Gdańsku) oraz Jacka Manitiusa (szef Kliniki Nefrologii AM w
Bydgoszczy). Pierwszy natychmiast odmawia z powodu "(.) uczestnictwa
wraz z Zespołem w badaniach klinicznych prowadzonych na zlecenie firmy
Wyeth". Drugi podejmuje się zadania i 20 października 2003 r. w
osobistej rozmowie z Alicją K. zapewnia: "Ekspertyzę wykonam szybko i
uczciwie. Do końca listopada będzie gotowa". Po kilkunastu dniach
napisał do mec. Szymanek, że trochę się to przedłuży, bo dla jej
klientki korzystniej będzie, jeśli pod oczekiwanym dokumentem podpisze
się zespół fachowców, zamiast jednego, choćby i najwybitniejszego;
Ą "Zespół", czyli prof. Manitius wraz z prof. Karolem Śliwką,
kierownikiem Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej, a jednocześnie
przewodniczącym Komisji Bioetycznej (decydującej o dopuszczaniu do
testowania na ludziach nowych preparatów farmaceutycznych) UMK w
Toruniu, oraz dr. Romanem Junikiem z Katedry i Kliniki Endokrynologii w
Bydgoszczy - potrzebował aż 9 miesięcy, żeby spłodzić 12,5-stronicową
"Opinię sądowo-lekarską". Jedenaście stron opinii zajmuje żywcem
przepisana z dostarczonych przez Alicję K. akt historia jej choroby,
zaś półtorej - wnioski, że testowany na niej preparat jest cacy, bo
"wszystkie ze stosowanych po przeszczepie nerek leków posiadają
zdolności wywołania cukrzycy", zaś "częstość występowania cukrzycy po
leczeniu tacrolimusem waha się w granicach 10-20 procent...". Eksperci
wprawdzie dostrzegli, że "powódka nie otrzymała informacji o możliwości
wystąpienia cukrzycy po zastosowaniu przedmiotowego leczenia", ale
przecież nie ma żadnego "związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy
obserwowanymi u powódki zmianami chorobowymi a uczestniczeniem w
badaniu klinicznym leków". Innymi słowy: wara od oskarżeń firmy Wyeth i
jej cudownego produktu.
I być może mają rację, choć zdrowy rozsądek podpowiada, że jest
dokładnie na odwrót. A może to my ulegliśmy zbiorowej psychozie? Bo
popatrzmy, co o takich badaniach myśli społeczeństwo, do którego
przecież się zaliczamy: "81 proc. Polaków uważa, że badania kliniczne
realizowane z udziałem ludzi, stwarzają firmom farmaceutycznym
możliwość nadużyć. (.) Polacy są przekonani, że przyczyną
zainteresowania Polską jako obszarem prowadzenia testów nowych leków
jest ich niższy koszt niż w innych krajach. (.) Około 30 proc. badanych
wyraża też opinię, że świadomość Polaków na temat ich praw jest na tyle
niska, iż stają się łatwym łupem dla chcących prowadzić testy. (.) Z
danych wyłania się więc obraz rynku badań klinicznych w Polsce, jako
obszaru objętego korupcją, nastawionego na tanie pozyskanie
wartościowego materiału" (z najnowszego "Raportu badania społecznego
postrzegania badań klinicznych w Polsce" opracowanego przez
Stowarzyszenie na rzecz Dobrej Praktyki Badań Klinicznych).
Pewien znawca problematyki zwrócił wszakże naszą uwagę na możliwość
istnienia w tej sprawie drugiego dna:
- Według danych światowych z 2003 r., całkowity koszt wprowadzenia
nowego leku innowacyjnego wyniósł średnio 765 milionów euro. 12-13 lat
upływa od rozpoczęcia badań do wprowadzenia preparatu do sprzedaży, a
70 proc. z nich nie jest w stanie wygenerować zysków pokrywających
wydatki. Tak więc każda wpadka w badaniach klinicznych oznacza stratę
ciężkich pieniędzy. Koncern Wyeth, nawiasem mówiąc znany i ceniony,
inwestuje rocznie w prace badawczo-rozwojowe ponad 1,5 miliarda
dolarów. Jeśli zaś chodzi o sprzedaż ich leków w Polsce, to
wystartowali w 1994 roku z obrotami rzędu 3,5 miliona dolarów,
dochodząc w 2002 do poziomu 14 milionów. I trochę się dziwię sytuacji z
Alicją K., bo na ogół takie sprawy załatwia się szybko i dyskretnie.
Prawdopodobnie profesor dał w tej sprawie "ciała", głupio się broni, a
koledzy solidarnie go wspierają.
W minionym dziesięcioleciu sponsorzy zostawili w Polsce prawie miliard
dolarów na przeprowadzenie około 1800 badań klinicznych na ponad 115
tysiącach pacjentów. Lekarze mają więc o co walczyć.

ANNA TARCZYŃSKA
------------------------------------------Koniec cytatu.

Krystyna

Nieprzewidziane skutki zamierzonego działania są najczęstszą, choć
niedostrzegalną przyczyną chorób cywilizacyjnych. Julian Aleksandrowicz
Jest masa Polaków na emigracji, którzy zrobili furorę...mają swoje "biznesy" i to wspaniale prosperujące np http://www.bobak.com/about.html , wiele wykształconych osób pracuję na poważnych stanowiskach urzędowych na świecie, ale jest też sporo "obiboków", którzy wyjeżdżąjac do USA myślą, ze tam dolary leżą na ziemi i wszystko jest usłane różami. Daję sporo przykłądów zza Wielkiej Wody...ponieważ sporo n/t temat wiem. Nasze gwiazdy też wylatują tam i odwiedzają polonijne kluby...nieraz to sa naparwdę "kufoloty" i maja swoje koncerty dla Polonii-Pietrzak, Krawczyk, rózne kabarety, Rosiewicz, Smoleń, itp. A także jadą zarobić parę złotych za ocean...np pracując na budowach. Ludzie wykształceni nieraz z wyższym wykształceniem! Nie ukrywają tego...Jednak pracować trzeba i zaiwaniać nieraz 10-12 godzin dziennie! Trzeba wynająć jakieś lokum, kupić jakiś lichy wozik (jak sie ma oczywiście wizę aktualną to można prowadzić...bo potem jest nielegalne-nawet jak sie ma prawo jazdy)...Można zarobić nie powiem! Trzeba mieć wszystko wcześniej nagrane i w ciemno wyjazd raczej odpada! Puby, kluby i dyskoteki raczej omijać z daleka...bo moze sie to źle skończyć! Pracodawca jest uczulony na Polaków i jak poczuje od nich alkohol to nie ma przebacz!! Ale ogólnie z Polaków pracodawcy są zadowoleni...pracują sumiennie (podobnie Słowacy)...gorzej z Portorykańczykami! Polak jak widzi pare dolarów to pracuje jak trzeba...

[ Dodano: Sro 22 Lut, 2006 ]
"Milioner Polak"
Jakie cechy według milionerów zadecydowały o ich sukcesie? Większość wskazała na pięć podstawowych: dyscyplinę, bycie prawym, umiejętności interpersonalne, wsparcie partnera oraz oczywiście ciężka praca. Jednak nie oznacza to, że milionerzy są pracoholikami. Większość z nich najbardziej ceni rodzinę i spędzanie z nią wolnych chwil. Badania pokazały także, że nie poziom wyedukowania stanowi podstawę sukcesu. Tylko połowa badanych milionerów miała wykształcenie wyższe, a 90 proc. badanych skończyło szkołę średnią. Kilku z nich było wzorowymi uczniami, jednak większość uczyła się przeciętnie. Ze szkoły wynieśli dwie główne wartości: dyscyplinę i upór. Zwolennicy publikacji Stanleya powinni pamiętać o tym, że badania przeprowadzono w USA. Trzeba wziąć poprawkę na specyfikę tamtejszego rynku i historię. Podejście do pewnych spraw jest znacznie inne niż w Polsce. Jak zatem wygląda statystyczny polski milioner? Nikt jeszcze nie przeprowadził wiarygodnych danych na ten temat. Powodów jest kilka. Po pierwsze wizerunek milionera w Polsce nie jest najlepszy. Badania wykazują, że większość społeczeństwa traktuje ludzi, którzy osiągnęli sukces, jako nieuczciwych przedsiębiorców, którzy dorobili się majątku dzięki znajomościom. W Polsce mało kto patrzy przychylnie na człowieka z pieniędzmi. Stanley pokazuje, że amerykańscy milionerzy mogliby stanowić wzór obywatela. Polska jeszcze nie posiada tylu milionerów, ilu jest w USA. Należy pamiętać, że jeszcze nie tak dawno w Polsce milionerów było wielu, ale tylko do momentu denominacji złotego. Jest to też wina poprzedniego systemu, który przez prawie 50 lat utrwalał stereotyp osoby zamożnej, jako zła wcielonego. W Polsce wzrasta liczba zamożnych. Jak wynika z badania BRE Banku prawie 15 tys. osób może się pochwalić aktywami przekraczającymi milion złotych, nie wliczając w to wartości nieruchomości.

"Polak potrafi"
Wiele osób chciałoby być milionerami. Jednak udaje się to niewielu. Ktoś może powiedzieć, że nie ma podstaw do tego, aby się bogacić. Prawda wydaje się inna. Każdy z nas ma pomysły na działalność, jednak tylko niewielki odsetek ma dość determinacji i odwagi, by podjąć ryzyko i osiągnąć cel. Może pomogłaby wygrana w totolotka? Niestety, badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazały, że tylko 3 proc. wygranych potrafi zabezpieczyć swoją przyszłość. Reszta konsumuje swoje szczęście. Znany jest przypadek Polaka, który w USA w 1984 r. wygrał na loterii los i zainkasował 46 mln dolarów. Wystarczyło mu kilka lat, by grono milionerów zamienić na grono bankrutów... Jak się okazuje Polacy całkiem dobrze radzą sobie jako przedsiębiorcy. W porównaniu do przedsiębiorców z USA, pod względem zamożności jesteśmy potęgą wśród ludności napływowej. Więcej milionerów od Polaków jest tylko wśród Chińczyków. Najlepszym przykładem może być znany mieszkaniec Chicago Andrzej „Flip” Filipowski. Swoją przygodę z przedsiębiorczością rozpoczynał w domu swoich rodziców. Miał wiele pomysłów na programy komputerowe. Stworzył firmę Platinum Technology i rozpoczął przejmowanie kolejnych firm. Z pomocą inwestorów zbudował jedną z dziesięciu największych firm w branży oprogramowania komputerowego. W 1999 r. jego firma została sprzedana Computer Associates International za ogromną kwotę 4 mld dolarów. Jak radzą sobie Polacy, którzy wyjechali? Jak pokazują szacunki ok. 10 proc. osób, które osiadły w USA ma majątki przekraczające miliard dolarów. Jakiś czas temu władze Chicago odkryły, że trzy czwarte najlepszych domów należy do Polaków. Bardzo podobnie w tamtym rejonie wygląda sytuacja z firmami transportowymi. Wiele wskazuje na to, że nie jest nam potrzebna manna z nieba. Kiedyś Ronald Reagan powiedział nawiązując do komunistów: „wypowiedzieli wojnę biedzie i ona wygrała”. Rzeczywiście komunizm przegrał tę wojnę, jednak nie udało mu się wytępić wśród Polaków przedsiębiorczości. Pozostanie jeszcze wyeliminowanie zazdrości do tego, co druga osoba posiada (ta cecha pozostała nam jeszcze po poprzednim systemie), a droga do pomnażania milionów się otworzy.

[ Dodano: Sro 22 Lut, 2006 ]


[ Dodano: Sro 22 Lut, 2006 ]
25 najbogatszych emigrantów z Polski!! Jak widać sporo ludzi po studiach wyższych...no i ma sie rozumieć masa górali z Podhala. Bo co oni by zrobili gdyby nie ta Hameryka!

BARBARA PIASECKA-JOHNSON
Monako, Stany Zjednoczone
2,5 mld USD
Lat 65. Poza Polską od ponad 30 lat. Pochodzi z Torunia. Wkrótce po przyjeździe do Ameryki poznała Sewarda Johnsona, syna założyciela i współwłaściciela giganta farmaceutyczno-chemicznego Johnson and Johnson (J&J). Została jego kucharką, następnie opiekunką, a w końcu żoną. 12 lat po ślubie Seward zmarł. Barbara odziedziczyła posiadłość rodzinną Jasna Polana w Princetone w stanie New Jersey (dzisiaj jest tam klub golfowy) i pakiet akcji J&J. Testament zaskarżyły dzieci Sewarda z pierwszego małżeństwa. Po głośnym procesie Barbara otrzymała 450 mln USD. W 2002 r. znalazła się - wedle notowań "Forbesa" - na 73. miejscu na liście najbogatszych Amerykanów i na 168. pozycji na liście najbogatszych ludzi świata. Jej majątek (pomnożony głównie dzięki udanym operacjom giełdowym) powiększył się do 2,5 mld USD. Obecnie prowadzi przede wszystkim działalność filantropijną.

ANDREW J. "FLIP" FILIPOWSKI
Stany Zjednoczone
650 mln USD
Lat 52. Uznawany za jednego z bardziej wpływowych liderów biznesu w USA. Zaczynał od pracy w spółce Cullinet, w latach 70. największej firmie software'owej na świecie. W latach 90. założył własne przedsiębiorstwa produkujące oprogramowanie - DBMS Inc., a następnie Platinum Technology (z filią w Polsce). W 1999 r. Platinum sprzedał Computer Associates, potentatowi informatycznemu, za 3,6 mld USD, rekordową wówczas sumę. Transakcja przyniosła Filipowskiemu sławę i fortunę. Kolejnym przedsięwzięciem biznesmena jest spółka Divine Inc., która zapewnia przychód w wysokości miliarda dolarów rocznie (Filipowski ma w niej 10 proc. udziałów). Filipowski jest filantropem i działaczem organizacji społecznych, także polonijnych. Zasiada w radach nadzorczych prestiżowych firm, m.in. w Chicago Board of Trade oraz University of Chicago. Przed kryzysem sektora nowych technologii wartość jego majątku szacowano na miliard dolarów.

HENRYK DE KWIATKOWSKI
Kanada, Stany Zjednoczone
450 mln USD
Ma 78 lat. Na emigracji przebywa od 1939 r. "De" przed nazwiskiem rodzina otrzymała, jak twierdzi, w czasach napoleońskich. Zesłany przez Rosjan na Syberię uciekł z transportu. Przez Uzbekistan i Kazachstan dotarł do Iranu, gdzie zgłosił się do armii brytyjskiej. Służył w RAF, a po wojnie wyjechał do Kanady. Karierę w biznesie rozpoczął w USA, gdzie w 1962 r., z kapitałem 3 tys. USD, założył firmę Kwiatkowski Aircraft Inc., zajmującą się pośrednictwem przy sprzedaży używanych samolotów. W połowie lat 70. wrócił do młodzieńczej pasji - koni. Ma stadninę doborowych ogierów o wartości kilkudziesięciu milionów dolarów. Inwestuje w nieruchomości, kupił luksusowe rezydencje na Manhattanie, w Palm Beach, na Bahamach, w Londynie, Monako, Paryżu i Buenos Aires. Jest właścicielem bogatej kolekcji malarstwa, m.in. francuskiego i polskiego. W latach 80. wspierał polskie podziemie polityczne. Łoży na polskie organizacje kulturalne w USA, podkreśla swe polskie pochodzenie, jest dumny z przyjacielskich stosunków z papieżem. Ma bliskie kontakty m.in. z królową brytyjską i księciem Karolem, z którym grywa w polo.

WITOLD "VICTOR" MARKOWICZ
Stany Zjednoczone
300 mln USD
Lat 58. W USA od 35 lat. Po ukończeniu studiów informatycznych pracował kilka lat jako programista. Na początku lat 70. wraz dwoma wspólnikami założył firmę software'ową Matematica. Jednym z ich pierwszych klientów była spółka Nabisco, a następnie system loterii stanowych w New Jersey. W ramach tej współpracy Markowicz stworzył pierwszy całkowicie skomputeryzowany system gry w amerykańskie lotto. Z czasem jego firma przekształciła się w spółkę G-Tech. Po dziesięciu latach działania G-Tech zatrudniał ponad 200 osób, dostarczał systemy loteryjne niemal do wszystkich stanów, a także prawie 50 krajów, jego przychody sięgały 400 mln USD rocznie. Kilka lat temu Markowicz sprzedał G-Tech i wraz z Guyem Snowdenem założył spółkę SnowMark Corporation. Firma zarządza kapitałem właścicieli, inwestuje w nowo powstające spółki, tzw. start-up, wykupuje podupadające firmy. Wartość kapitału, jaki posiada, wynosi ponad 600 mln USD.

JAN "DON JUAN" KOBYLAŃSKI
Urugwaj
300 mln USD
Lat 74. Poza Polską od 1940 r. Jedna z najbarwniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci współczesnej polskiej emigracji. Po wojnie znalazł się w Niemczech, gdzie m.in. handlował lekarstwami. Potem przeniósł się do Włoch i założył tam fabrykę narzędzi, którą na początku lat 50. przeniósł do Paragwaju. Wkrótce znalazł się w otoczeniu prezydenta Alfreda Stroessnera, który uczynił go "królem" poczty paragwajskiej - Kobylański zbił fortunę, drukując i sprzedając znaczki pocztowe. Pieniądze zainwestował w ziemię w pobliżu Punta del Este w Urugwaju, najsłynniejszego kurortu Ameryki Łacińskiej. Kobylański posiada 10 tys. hektarów gruntów, które dzieli na parcele budowlane i sprzedaje. Prawie od 15 lat działa w organizacjach polonijnych. Jest prezesem Związku Polaków w Argentynie oraz założycielem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej.

TADEUSZ "TAD" TAUBE
Stany Zjednoczone
300 mln USD
Lat 71. Przyjechał do USA w lipcu 1939 r. Po studiach w Stanford University rozpoczął działalność w sektorze nieruchomości. Jego firma Westmont Companies (założona w 1968 r.) zajmuje się działalnością developerską w Kalifornii i sąsiednich stanach, inwestuje w apartamentowce. Taube był założycielem i wieloletnim prezesem California Housing Council, organizacji opiniującej kierunki rozwoju urbanistycznego. Współorganizował ligę futbolową (United States Football League). Jest właścicielem klubu sportowego Oakland Invaders. Od lat zarządza kilkoma dużymi fundacjami dobroczynnymi, m.in. Koret Foundation (majątek o wartości ponad 300 mln USD). Jest członkiem wielu rad naukowych, aktywnym działaczem organizacji żydowskich (m.in. Taube Center for Jewish Studies przy Stanford University). W ramach fundacji Taube Foundation for Jewish Life and Culture wspiera krakowską instytucję Judaica Foundation of Cracow.

TADEUSZ "TAD" WITKOWICZ
Kanada, Stany Zjednoczone
250 mln USD
Lat 52. Wyjechał do Kanady 37 lat temu. Po studiach pracował w przemyśle elektronicznym. Założył i wprowadził na giełdę Nasdaq firmę Artel, którą później kupił koncern komputerowy 3Com. Kolejnym przedsięwzięciem Witkowicza była spółka Cross Comm, produkująca komputery sterujące sieciami, przez pewien czas jeden z najgroźniejszych konkurentów Cisco. Polska filia Cross Comm została sprzedana Intelowi. Ostatnio Witkowicz założył spółkę Adlex specjalizującą się w produkcji oprogramowania dla portali internetowych. Adlex ma filię w Polsce, w biurach w Gdańsku i Warszawie zatrudnia 45 programistów.

FELIX ZANDMAN
Stany Zjednoczone, Izrael
240 mln USD
Lat 73. Do USA przyjechał w latach 60. z Francji, gdzie wyemigrował po wojnie, podczas której stracił całą rodzinę. Jego przechowała w piwnicy w okolicach Grodna polska rodzina. Po ukończeniu studiów na uniwersytecie w Nancy, doktoryzował się z fizyki na Sorbonie. Jest założycielem, głównym udziałowcem (prawie 7 proc. akcji) i prezesem firmy elektronicznej Vishay Intertechnologies, zatrudniającej ponad 20 tys. osób. Obroty spółki sięgają 2,5 mld USD rocznie. Jest autorem wielu prac naukowych, laureatem prestiżowych nagród, m.in. prezydenckiego Medalu Zasługi. Prowadzi działalność filantropijną na rzecz ofiar Holocaustu. Magazyn "Forbes" wymienia go pośród najbardziej wpływowych postaci amerykańskiego przemysłu elektronicznego.

STEFAN KUDELSKI Z RODZINĄ
Szwajcaria
200 mln USD
73 lata. Za granicą mieszka na stałe od 1939 r., a od 1943 r. w Szwajcarii. W 1956 r. skonstruował magnetofon Nagra, najlepsze profesjonalne urządzenie do nagrywania dźwięku w filmie. Do dziś wykorzystują je twórcy większości amerykańskich i europejskich filmów. Jest jedynym Polakiem, który dostał trzy Oscary: w 1965 r. za opracowanie systemu Nagra, a w 1977 r. i 1979 r. za jego udoskonalanie. W 1990 r. uhonorowano go prestiżową nagrodą Emmy za przełomowe odkrycia, które wpłynęły na rozwój przemysłu filmowego. W 1991 r. przekazał firmę synowi Andrzejowi. Dziś firma Kudelski jest największym na świecie producentem telewizyjnych dekoderów, kontroluje 40 proc. rynku dekoderów cyfrowych.
W 2001 r. jej zysk wyniósł 48 mln USD (8,2 proc. więcej niż w 2000 r.), a obroty 303 mln USD (w porównaniu z poprzednim wzrosły o 26 proc.).

ANATOL TOPOLEWSKI
Stany Zjednoczone
130 mln USD
Ma 48 lat. Do USA przyjechał w 1977 r. Przez pięć lat pracował w zakładach zajmujących się obróbką metalu, równocześnie studiując inżynierię i biznes. W 1982 r. założył firmę znaną dzisiaj jako Anatol Inc., która ma cztery zakłady: w okolicach Chicago, w Krakowie, Bielsku i Mexico City. Specjalizuje się w produkcji automatów przemysłowych, głównie maszyn do sitodruku. Przed rokiem rozpoczął działalność w Chinach, skąd wraz z miejscowym biznesmenem rozpoczął z powodzeniem ekspansję na rynki azjatyckie. Przygotowuje się do podobnych przedsięwzięć w Europie i Afryce. Przedsiębiorstwa Anatola Topolewskiego zatrudniają ponad 700 osób.

EDWARD "ED" MAZUR
Stany Zjednoczone
110 mln USD
Lat 55. Na emigracji prawie od 40 lat. Po ukończeniu studiów inżynieryjnych w Chicago pracował wiele lat na wysokich stanowiskach menedżerskich w dużych amerykańskich spółkach, m.in. United Technologies, Lockheed Martin i AG McKee & Co. Pracując w Cargill, specjalizującej się m.in. w przetwórstwie rolnym, nawiązał w latach 80. kontakty z Polską. Zaowocowały one otwarciem fabryki suszu i mrożonek, a w 1989 r. znanej spółki Bakoma (ostatni człon nazwy pochodzi od nazwiska "Mazur"). Udziały w Bakomie sprzedał kilka lat temu i zainwestował m.in. w nowo powstałą spółkę kanadyjsko-polską Stream Communications Inc. Dwa lata temu założył w Chicago fabrykę narzędzi medycznych. Inwestuje w nieruchomości i papiery wartościowe.

CHESTER SAWKO
Stany Zjednoczone
105 mln USD
72 lata. Losy wojenne rzuciły go najpierw do Meksyku, a później w okolice Chicago. Jest właścicielem fabryk sprężyn i śrub R.C. Coil Spring (w okolicach Chicago i w Arizonie). Formalnej edukacji, jak mówi, nie ma, zasłynął jednak jako wynalazca maszyn do produkcji śrub. W latach 80. nawiązał kontakt z polskim Pometem. W wyniku tej współpracy kilka lat temu powstał Airpol produkujący sprężarki (do Sawki należy 25 proc. akcji). Trzy lata temu wykupił większościowy pakiet (45 proc.) akcji amerykańskiej firmy Weslon, właściciela Huty Julia w Szklarskiej Porębie. Chester Sawko jest jednym z największych filantropów polskiego pochodzenia w USA. Dzięki niemu utrzymuje się w Chicago wiele polskich placówek kulturalnych, społecznych i polonijne media. Dwa lata temu ufundował w Guanajuato w Meksyku szkołę publiczną i szpital.

STANISŁAW BURZYŃSKI
Stany Zjednoczone
70 mln USD
Lat 59. Po obronie pracy doktorskiej przyjechał do USA na stypendium naukowe. Od 1977 r. prowadzi w Teksasie klinikę, w której w sposób niekonwencjonalny (za pomocą ekstraktów z moczu) leczy się chorych na raka. Jego kontrowersyjne metody terapeutyczne stały się przyczyną głośnych procesów sądowych oraz nagonki ze strony środowisk medycznych, które oskarżały go o "znachorstwo". W obronie doktora stanęli pacjenci. Burzyński jest członkiem wielu towarzystw naukowych, autorem ponad 180 wynalazków. W jego klinice w Houston leczyło się ponad 5 tys. pacjentów z całego świata. Placówka zajmuje się także produkcją leków na raka.

EDWARD "ED" BŁĘKA
Stany Zjednoczone
70 mln USD
Do Stanów Zjednoczonych przybył, mając 20 lat. Krótko pracował jako rzeźnik, w 1991 r. założył rozbieralnię mięsa Quantum Foods. Jest jednym z największych producentów steków w USA. Jego wyroby kupują wszystkie większe sieci restauracji, m.in. Applebee, hotele Marriott i Chris Ruth's Steak House. Roczna wartość produkowanych przez Quantum Foods wyrobów sięga 100 mln USD i co roku rośnie o kilkadziesiąt procent. Firma zatrudnia ponad 700 osób. Błęka jest miłośnikiem tradycji góralskiej. Kilka miesięcy temu sprowadził do Chicago sanie podhalańskie.

JAN KUCHARSKI
Stany Zjednoczone
65 mln USD
Ma 50 lat. Pochodzi z Szaflar koło Nowego Targu. Do Ameryki przyjechał 30 lat temu. Kilka lat po przyjeździe założył w Chicago zakład kuśnierski, szył kożuchy i eksportował je do Polski. Na początku lat 80. założył firmę JKC Trucking Inc., która stała się jednym z największych przedsiębiorstw transportowych w stanie Illinois. Jest właścicielem ponad 110 tirów chłodni. Dwa lata temu wybudował pod Chicago Summit Cold Storage, największą w USA chłodnię (prawie 2 ha powierzchni, 6 pięter). Własnością Kucharskiego są także terminale ciężarówek w Los Angeles, San Francisco i Chicago. Ponadto posiada on wiele nieruchomości i papierów wartościowych.

FRANCISZEK BOBAK
Stany Zjednoczone
50 mln USD
Góral ze wsi Sierockie koło Zębu. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych do narzeczonej prawie 40 lat temu. Pracował w fabryce skrzypiec, potem w rzeźni. Postanowił założyć własną firmę. Najpierw robił kiełbasę na wesela i chrzciny dla znajomych, a w końcu lat 60. otworzył w chicagowskim Jackowie delikatesy z wytwórnią kiełbas Bobak's Sausage. Dziesięć lat później miał już dużą wytwórnię wędlin i trzy inne sklepy, a na początku lat 80. dwa supermarkety, dwie restauracje, przetwórnię i hurtownię mięsa. Firma prowadzona dziś przez jego synów zatrudnia ponad 300 osób i planuje otwarcie kilku supermarketów w okolicy Chicago i Nowego Jorku. Franciszek Bobak jest jednym z większych importerów żywności z Polski. Działa w Związku Podhalan w Ameryce, jest ofiarnym filantropem.

JÓZEF "JOE" LIGAS
Stany Zjednoczone
50 mln USD
Ma 60 lat. Jest góralem z Czarnego Dunajca. Przez wiele lat był szefem produkcji w znanej firmie przetwórstwa mięsa Rymer Foods, która pod koniec lat 80. ogłosiła upadłość. Zamiast pójść na zasiłek dla bezrobotnych, otworzył własne zakłady mięsne Stampede Meat. Dziś ma dwa zakłady, zatrudnia prawie 350 osób, a przychody firmy sięgają 100 mln USD rocznie.

JUAN (JAN) STACHNIK
Argentyna
45 mln USD
Makler giełdowy, przedstawiciel Merrill Lynch, największej firmy maklerskiej świata, w Argentynie, Paragwaju i Urugwaju. Poza Polską od 1948 r. Jest właścicielem przedsiębiorstw hodowlanych w Argentynie i Urugwaju, m.in. dużej hodowli lam, plantacji jojoby i innych roślin przemysłowych oraz wspólnikiem Quasar Nautica, największej na Galapagos firmy turystycznej (jej filie znajdują się na Karaibach, w USA i Kanadzie). Inwestuje w papiery wartościowe i nieruchomości (w Buenos Aires, Miami i innych miastach USA). Jest właścicielem jednej z największych prywatnych kolekcji poloniców (m.in. ponad stu obrazów polskich twórców, wśród nich Boznańskiej, Chełmońskiego i Witkacego). Stachnik jest konsulem honorowym RP w Mar del Plata (Argentyna), a także prezesem wpływowej organizacji Asociacion Cultural de Argentino-Polaco.

ANDRZEJ KOLASA
Stany Zjednoczone
40 mln USD
Ma 55 lat. Do USA przyjechał z Nowego Targu w 1971 r. Przez kilka lat był mechanikiem w zakładach naprawczych wagonów kolejowych. W 1980 r. otworzył na południu Chicago niewielki sklepik (Andy's Deli), w którym sprzedawał produkowane przez siebie wędliny. Później kupił firmę Mikołajczyk Sausage, która jest dziś jednym z największych przedsiębiorstw mięsnych w Chicago. Właściciel trzech dużych sklepów delikatesowych, a także nowo powstałego supermarketu i restauracji. Od kilku lat zajmuje się działalnością developerską w Arizonie, gdzie kończy budowę osiedla 50 domów jednorodzinnych.

WŁODZIMIERZ "WALTER" KOTABA
Stany Zjednoczone
44 mln USD
Lat 55. Na emigracji od ponad 35 lat. W końcu lat 70. przejął założone przez jego matkę biuro podróży w chicagowskim Jackowie i firmę wysyłkową Polamer.
W ciągu kilku lat przekształcił je w największe polsko-amerykańskie przedsiębiorstwo spedycyjne i na wiele lat zmonopolizował wysyłanie paczek do Polski. Od ponad 15 lat jest właścicielem dużej stacji radiowej i założycielem profesjonalnej polskojęzycznej stacji telewizyjnej Polvision. W połowie lat 90. założył firmę Money Express zajmującą się wysyłaniem pieniędzy do Polski i innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Posiada nieruchomości w Stanach Zjednoczonych i Polsce, a także szwalnię.

YOLA CZADERSKA-HAYEK Z RODZINĄ
Stany Zjednoczone
42 mln USD
Jest nieformalnym ambasadorem RP w Hollywood. W Stanach Zjednoczonych od 1979 r. Pisze książki, publikuje w polskiej prasie, współpracuje z Polskim Radiem i telewizją. Jest członkiem Hollywood Foreign Press Association, organizacji przyznającej Złote Globy, prestiżowe nagrody filmowe. Czaderska współzarządza aktywami rodziny, które pomnożyła dzięki wyobraźni i rozległym kontaktom w świecie show-biznesu. Państwo Haykowie są właścicielami kilku centrów handlowych, apartamentowców, akcji firmy prawniczej Pre-Paid Legal Services i pałacyku Belvedere w Hollywood, który był niegdyś rezydencją Rudolfa Valentino.

ZDZISŁAW WÓJTOWICZ
Stany Zjednoczone
40 mln USD
Lat 45. Na emigracji od 20 lat. Po przyjeździe do USA osiedlił się w stanie New Jersey, gdzie wiódł dość skromne życie. W listopadzie 1994 r. wygrał na loterii 18,25 mln USD. Inwestuje w nieruchomości i papiery wartościowe. Dwa lata temu kupił dwa ośrodki wypoczynkowe w Polańczyku nad Soliną. Przez osiem lat podwoił wygraną.

WŁADYSŁAW "WALLY" MULICA
Stany Zjednoczone
30 mln USD
Lat 44. Góral ze Starego Bystrego, przybył do USA na początku lat 80. Najpierw był kierowcą, potem dostawcą towarów do kilku polonijnych sklepów w Chicago. Pierwszy sklep otworzył w chicagowskim Jackowie pod koniec lat 80. Kilka lat później w pobliżu powstał Wally's Deli, pierwszy polski supermarket w Chicago, a potem minicentrum handlowe (Wally's Market) oraz hurtownia mięsa i wędlin. Mulica planuje otwarcie trzech kolejnych supermarketów, a także rozpoczęcie działalności poza Chicago.

ANDRZEJ JAŃCZYK
Stany Zjednoczone
22 mln USD
Ma 51 lat. W Stanach Zjednoczonych przebywa od 1984 r. Jest właścicielem firmy budowlanej Nova Restoration, specjalizującej się w renowacji zabytkowych budowli na Manhattanie. Dwukrotnie otrzymał prestiżową Landmark Conservation Award. Jest jednym z nielicznych przedsiębiorców budowlanych w Nowym Jorku, którzy mogą sobie pozwolić na odrzucanie mniej ambitnych zleceń. Nova Restoration zatrudnia ponad 60 konserwatorów. Jańczyk inwestuje w nowojorskie nieruchomości, ma kilkadziesiąt apartamentowców.

ARTUR ŁUKOWSKI
Stany Zjednoczone
22 mln USD
Lat 72, przyjechał do USA po wojnie. Zaczynał od pracy pomywacza w restauracji w stanie Indiana. Po dziesięciu latach został właścicielem dwóch dużych restauracji. W 1980 r. założył stację szybkiej wymiany oleju silnikowego w samochodach. Był to początek sieci Oil Express, która w najlepszym okresie skupiała ponad 70 stacji. Jej slogan brzmiał: "U nas na wymianę oleju nie będziesz czekać dłużej niż 10 minut". Większość stacji powstawała w systemie franchisingu, Łukowski jest właścicielem marki i sześciu stacji. Ma też kilka myjni samochodowych własnej konstrukcji, zaprojektowanych tak, by nie niszczyły lakieru. Dwa lata temu przekazał zarząd Oil Express inwestorom. Z powodzeniem spekuluje na giełdzie.
Warszawa, dnia listopada 2008 r.

Sejm
Rzeczypospolitej Polskiej

W n i o s e k

Na podstawie art. 122 ust. 5 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. odmawiam podpisania ustawy z dnia 7 listopada 2008 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw.
Odmowę podpisania ustawy motywuję następującymi względami:

Przedstawiona do podpisu przez Marszałka Sejmu ustawa z dnia
7 listopada 2008 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw jest kolejną próbą ustawodawcy zniesienia aprobowanej przez środowisko sędziowskie instytucji awansu poziomego powołanej dla uhonorowania dobrych sędziów z długoletnim stażem orzeczniczym. Ustawa z dnia 7 listopada 2008 r. jest w zasadzie powtórzeniem ustawy, której podpisania odmówiłem i którą w dniu 3 lipca 2008 r. wraz
z umotywowanym wnioskiem przekazałem do ponownego rozpatrzenia przez Sejm. Wniosek z dnia 3 lipca 2008 r. dotyczył uchwalonej w trybie pilnym ustawy likwidującej awans poziomy, tj. ustawy z dnia 25 czerwca 2008 r., która zmieniała ustawę z dnia 27 czerwca 2007 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw, ustawę o prokuraturze oraz ustawę – Prawo o ustroju sądów powszechnych.
Z naruszeniem art. 64 ust. 2 Regulaminu Sejmu nie zarządzono drukowania wniosku z dnia 3 lipca 2008 r. o ponowne rozpatrzenie ustawy i nie doręczono go posłom. Wniosek nie tylko nie został rozpatrzony przez komisję, która rozpatrywała projekt ustawy przed jej uchwaleniem przez Sejm, ale nawet nie został zamieszczony w sejmowym wykazie prezydenckich wniosków kierowanych do Sejmu na podstawie art. 122 ust. 5 Konstytucji.
Należy zdecydowanie podkreślić, że przepisy konstytucyjne nie uprawniają władzy ustawodawczej do selektywnej oceny wniosków Prezydenta i tym samym samodzielnego decydowania o ich rozpatrzeniu bądź nierozpatrzeniu przez Wysoką Izbą. Nie mające podstaw prawnych postępowanie polegające na uznaniu prezydenckiego weta za nieistniejące stanowi precedens zagrażający prawidłowości funkcjonowania demokratycznego państwa. Celem konstytucyjnej instytucji odmowy podpisania ustawy i skierowania jej do ponownego rozpatrzenia jest nie tylko zakwestionowanie zasadności nadania uchwalonej ustawie przymiotu obowiązującego prawa, ale również umożliwienie władzy ustawodawczej dokonania ponownej oceny prawidłowości regulacji ustawowych zakwestionowanych przez Prezydenta RP. Tak pojmowana instytucja prezydenckiego weta służyć powinna poprawie jakości stanowionego prawa.
Instytucja awansu poziomego, czyli możliwość docenienia i wynagrodzenia pracy sędziów z długoletnim stażem istnieje od dnia 1 lipca 2008 r. Jej wprowadzenie stanowiło wykonanie obietnicy ustawodawcy uhonorowania doświadczonych sędziów. Ustawa z dnia 7 listopada 2008 r., jak również poprzedzająca ją ustawa z dnia 25 czerwca 2008 r. są złamaniem tej obietnicy i stanowią kolejne przykłady lekceważenia przez ustawodawcę potrzeby zapewnienia sędziom właściwych warunków pracy i wynagrodzenia.
Przeprowadzenie debaty i rozpatrzenie przez Sejm wniosku Prezydenta RP z dnia 3 lipca 2008 r. bezprzedmiotowym uczyniłoby ponowne inicjowanie procedury legislacyjnej w tej samej sprawie, tym bardziej, że nie zaistniały żadne nowe okoliczności pozwalające na rewizję dotychczasowej krytycznej oceny. Argumenty wskazane we wniosku z dnia 3 lipca 2008 r. i uzasadniające odmowę podpisania ustawy likwidującej możliwość awansu poziomego
– pozostają aktualne.

Zgodnie z art. 55 § 2a, art. 63a i art. 64a ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych, od dnia 1 lipca 2008 r., sędziowie sądów rejonowych oraz sędziowie sądów okręgowych, którzy pełnią służbę na zajmowanych stanowiskach co najmniej piętnaście lat, osiągnęli drugą stawkę awansową wynagrodzenia zasadniczego i wykonują swą pracę bez zastrzeżeń,
a ponadto nie zostali ukarani karą dyscyplinarną, mogą występować z wnioskami o powołanie odpowiednio na stanowisko „sędziego sądu okręgowego w sądzie rejonowym” albo „sędziego sądu apelacyjnego w sądzie okręgowym”. Oba stanowiska są równorzędne pod względem płacowym ze stanowiskami odpowiednio sędziego sądu okręgowego i sędziego sądu apelacyjnego. Powoływanie na nowe stanowiska dokonywane jest bez potrzeby tworzenia wolnego lub zwolnienia stanowiska sędziowskiego, bowiem sędziowie w ten sposób uhonorowani nadal zajmują miejsce służbowe w sądzie niższym. Sędziowie powołani na stanowisko „sędziego sądu okręgowego w sądzie rejonowym” albo „sędziego sądu apelacyjnego w sądzie okręgowym” zachowują inwestyturę w dotychczasowym zakresie, a do orzekania w sądzie wyższym są wyznaczani w drodze delegowania, tak jak na stanowiskach niższych.
O aprobacie przez środowisko sędziowskie możliwości poziomego awansowania świadczyły apele kierowane do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z prośbą o odmowę podpisania ustawy z dnia 25 czerwca 2008 r.,
w której po raz pierwszy znoszono awans poziomy. W petycjach przekazanych wówczas Prezydentowi przez sędziów Sądu Rejonowego w Krośnie Odrzańskim, Sądu Rejonowego w Brzesku, Sądu Rejonowego w Elblągu, Sądu Rejonowego w Wysokiem Mazowieckiem, Sądu Rejonowego w Koninie, Sądu Rejonowego w Toruniu, Sądu Rejonowego w Chrzanowie, Sądu Rejonowego w Turku, Sądu Rejonowego w Sulęcinie, Sądu Rejonowego w Mrągowie, Sądu Rejonowego w Kwidzynie, Sądu Rejonowego w Legnicy, Sądu Rejonowego w Myśliborzu oraz w uchwałach Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Okręgu Sądu Okręgowego w Słupsku czy Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Okręgu Opolskiego, zasadnie wskazywano na podstawowy walor rozwiązań przyjętych przez ustawodawcę w 2007 r., to jest uwzględnienie sytuacji sędziów orzekających w sądach mających siedziby w mniejszych ośrodkach.
Dostęp do wyższych stanowisk sędziowskich (sędziego sądu okręgowego i sędziego sądu apelacyjnego) jest ograniczony i najczęściej powołanie na wyższe stanowisko sędziowskie, odbywające się w drodze konkurencyjnego wyboru przez Krajową Radę Sądownictwa, musi się wiązać także ze zmianą miejsca zamieszkania lub podjęcia uciążliwych dojazdów do sądu wyższego, co w wielu przypadkach jest znacznym utrudnieniem w różnych sytuacjach życiowych i rodzinnych. Dlatego praktyka dowodzi, że do sądów wyższych instancji zwykle awansują sędziowie z miasta, w którym siedzibę ma tenże sąd. Także ograniczona liczba stanowisk w sądach wyższych instancji, zwłaszcza w mniejszych jednostkach sądowych, nie daje rzeczywistej możliwości awansu wielu wybitnym sędziom, którzy wiele lat swojej służby sędziowskiej zmuszeni są wykonywać w sądach rejonowych. Środowisko sędziowskie z wielkim zadowoleniem i nadziejami odebrało uchwalenie ustawy wprowadzającej awans poziomy. Uznano, że jest to pierwszy od wielu lat krok w kierunku wzmocnienia pozycji sędziego i stworzenia długofalowej ścieżki kariery sędziego pozwalającej na zatrzymanie w zawodzie najlepszych sędziów.
Wprowadzenie tzw. awansu poziomego od dnia 1 lipca 2008 r. dla sędziów z długoletnim stażem oznaczało nie tylko objęcie przez tych sędziów wyższych stanowisk sędziowskich, ale również podwyższenie ich wynagrodzeń,
Zgodnie z art. 4 pkt 1 kwestionowanej ustawy z dnia 7 listopada 2008 r. sędziowie powołani na podstawie obecnie obowiązujących przepisów na stanowisko sędziego sądu okręgowego w sądzie rejonowym i sędziego sądu apelacyjnego w sądzie okręgowym, z dniem wejścia w życie ustawy z dnia 7 listopada 2008 r., staną się ponownie sędziami sądów rejonowych i sędziami sądów okręgowych.
Ustawodawca dążąc zapewne do złagodzenia drastycznych skutków zmiany przekreślającej wcześniejszy kierunek procesu legislacyjnego postanowił o zachowaniu przez sędziów (powracających na wcześniejsze stanowiska służbowe) prawa do wynagrodzenia nabytego w związku z uzyskaniem awansu poziomego. Nie jest to rozwiązanie satysfakcjonujące.
W demokratycznym państwie prawnym istnieje zakaz arbitralnego znoszenia lub ograniczania praw przysługujących jednostce, a takim prawem z pewnością jest zagwarantowane ustawą prawo do objęcia wyższego stanowiska służbowego. Ustawodawca przy kolejnych modyfikacjach stanu prawnego powinien uwzględniać konsekwencje faktyczne i prawne, jakie spowoduje wejście w życie nowych uregulowań.
W stanowisku Stowarzyszenia Sędziów Polskich IUSTITIA z dnia 12 listopada 2008 r. w sprawie ustawy likwidującej awanse poziome sędziów stwierdzono m.in., że ustawa z dnia 29 czerwca 2007 r. wywołała już określone skutki. Do połowy września 2008 r. 1346 sędziów złożyło wnioski o awans poziomy. Wnioskom tym w zdecydowanej większości nadano bieg i w efekcie sędziowie ci oczekują na akty powołania przez Prezydenta RP na wyższe stanowisko. Niewątpliwie w stosunku do tej grupy sędziów mamy do czynienia z wystarczająco silnie ukształtowaną ekspektatywą prawa podmiotowego, gdyż adresaci regulacji prawnych zawartych w ustawie z dnia 29 czerwca 2007 r. – sędziowie o wieloletnim stażu pracy, spełniający warunki do skorzystania z awansu poziomego – mają podstawy do usprawiedliwionego założenia, że ustawodawca definitywnie uregulował ich sytuację prawną oraz że nie będzie zmieniał przyjętych rozwiązań, zwłaszcza jeśli nie skłaniają do tego żadne nowe nadzwyczajne okoliczności.
Odmawiam podpisania ustawy z dnia 7 listopada 2008 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw, ponieważ negatywnie wpływając na status sędziów nie jest usprawiedliwiona potrzebą ochrony innych zdefiniowanych wartości i stanowi złamanie przyrzeczenia wyrażonego w ustawie.
Odmawiam podpisania ustawy z dnia 7 listopada 2008 r. również dlatego, że w sposób niedopuszczalny pomniejsza znaczenie osobistej prerogatywy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, jaką jest powoływanie sędziów. Zgodnie z art. 4 pkt 3 ustawy z dnia 7 listopada 2008 r. wnioski złożone przez sędziów na podstawie obowiązujących przepisów podlegać mają rozpoznaniu w trybie ustalonym przez przepisy dotychczasowe, to znaczy w oparciu o przepisy eliminowane z porządku prawnego na mocy kwestionowanej ustawy. Jednym z uchylanych przepisów jest art. 65a ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Zgodnie z jego brzmieniem powołanie na stanowisko sędziego sądu okręgowego w sądzie rejonowym oraz sędziego sądu apelacyjnego w sądzie okręgowym następuje na wniosek sędziego, zaopiniowany przez kolegium właściwego sądu oraz przez prezesa sądu przełożonego. Wniosek wraz z wymaganymi opiniami, prezes właściwego Sądu przekazuje Krajowej Radzie Sądownictwa, za pośrednictwem Ministra Sprawiedliwości. Uwieńczeniem procedury jest przekazanie przez Krajową Radę Sądownictwa stosownych wniosków Prezydentowi RP, który na podstawie art. 179 Konstytucji powołuje sędziów na czas nieoznaczony.
Skonstruowana przez ustawodawcę instytucja prawna polegająca na zobowiązaniu Prezydenta RP do powoływania (na podstawie faktycznie nieobowiązujących przepisów) sędziów na stanowiska odpowiednio sędziego sądu okręgowego w sądzie rejonowym lub sędziego sądu apelacyjnego w sądzie okręgowym i to po to tylko, by w momencie nominacji sędziowie ci utracili te stanowiska i powrócili na poprzednio zajmowane z zachowaniem prawa do wynagrodzenia należnego im w momencie chwilowej nominacji związanej z awansem poziomym – przeczy racjonalności ustawodawcy. Pomniejsza rangę konstytucyjnej prerogatywy i faktycznie wskutek swej pozorności uniemożliwia adresatom przepisów, tj. sędziom realizację prawa przyrzeczonego w ustawie.
Nie wyrażam zgody na pomniejszanie znaczenia i instrumentalne wykorzystywanie instytucji powoływania sędziów przez Prezydenta RP, ponieważ sposób ich powoływania do pełnienia funkcji orzeczniczej oraz praktyka urzeczywistniania awansu zawodowego mają wpływ na poczucie pewności i stabilizacji sytuacji zawodowej oraz mają podstawowe znaczenie dla ochrony niezawisłości sędziowskiej i pozycji władzy sądowniczej. Zwracam się do Wysokiej Izby o potraktowanie niniejszego wniosku nie tylko jako sprzeciwu wobec poszczególnych regulacji zawartych w ustawie
z dnia 7 listopada 2008 r. Odmowa podpisania ustawy jest również brakiem zgody na sposób, w jaki reprezentanci Sejmu i Senatu, z pominięciem konstytucyjnego wymogu równoważenia władz, wpływają na status sędziów i z narażeniem prawidłowości funkcjonowania państwa demokratycznego niewłaściwie zabezpieczają pozycję osób ferujących wyroki w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej.
Mając na względzie argumentację przedstawioną powyżej oraz odbiór społeczny uchwalonych zmian, przekazuję Sejmowi Rzeczypospolitej Polskiej ustawę z dnia 7 listopada 2008 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw, wnosząc o jej ponowne rozpatrzenie.

Lech Kaczyński

>